Opel zaczyna od nowa pisać swoją historię. Po przejęciu przez francuski koncern PSA niemiecki producent samochodów ma mnóstwo do nadrobienia. - Sytuacja jest dramatyczna, nie ma czasu na zwlekanie - powiedział Carlos Tavares, prezes zarządu Groupe PSA. Zgodnie z planem opracowanym w 100 dni marka z Russelsheim ma zacząć zarabiać już w 2019 roku; w 2020 roku zysk operacyjny ma wynieść 2 proc., a 6 lat później 6 proc. Czego mogą spodziewać się kierowcy i pracownicy fabryk Opla?

- Opel przy wykorzystaniu technologii PSA planuje do 2024 roku zelektryfikować całą gamę swoich samochodów oferowanych w Europie. Na rynku pojawią się auta całkowicie elektryczne lub z hybrydy ładowane z gniazdka. Zakładamy przygotowanie 9 premier aut do roku 2020 - zapowiedział Michael Lohscheller, dyrektor generalny firmy Opel/Vauxhall przedstawiając plan powrotu do zyskowności.

Na dobry początek już w 2020 roku Opel wprowadzi na rynek cztery zelektryfikowane linie modelowe, w tym SUV-a grandland X PHEV i nową generację corsy także jako auto całkowicie elektryczne (zaplanowana na 2019 rok). Opel combo nowej generacji zadebiutuje w 2018 roku (peugeot partner będzie bliźniaczą konstrukcją). W trakcie prezentacji Lohscheller ujawnił, że w przygotowaniu jest całkowicie nowy model. Zaprezentował też pierwsze zdjęcie z zarysem tajemniczej sylwetki.

Cięcie kosztów produkcji. Dwie platformy wspólne dla PSA i Opla

W istniejącym centrum rozwoju w Russelsheim będą projektowane wszystkie nowe samochody Opel/Vauxhall z naciskiem na zachowanie cech charakterystycznych dla tych marek. Także tam w ramach wspólnego centrum kompetencyjnego inżynierowie zajmą się rozwijaniem napędów i rozwiązaniami z dziedziny autonomicznej jazdy - z efektów ich pracy mają korzystać auta całej Grupy PSA (Peugeot, Citroen, DS i Opel).

Plan zakłada też inne istotne zmiany w Oplu, które mają obniżyć koszty funkcjonowania tej marki. Dwie platformy francuskiego PSA (EMP2 i CMP) na których budowane będą nowe auta niemieckiej firmy zostaną rozmieszczone we wszystkich fabrykach Opla. Może to oznaczać, że do 2024 roku zakład w Gliwicach zajmie się produkcją samochodów z napędem elektrycznym lub spalinowo-elektrycznym.

Na początek SUV oparty na EMP2 trafi w 2019 roku do zakładów w Eisenach - fabryka wypuści to auto również w wersji zelektryfikowanej. A samochód segmentu D (klasa modelu insignia) wykorzystujący tę architekturę będzie produkowany w mateczniku Opla w Russelsheim. Łącznie liczba platform w niemieckich osobówkach będzie zredukowana z obecnych 9 do 2 w 2024 roku. Jednocześnie stosowane dotychczas przez Opla zespoły napędowe GM zostaną zastąpione przez silniki i skrzynie biegów koncernu PSA (liczba zmniejszy się z obecnych 10 konfiguracji do 4).

- Wspólne wykorzystanie architektury i rodzin układów napędowych znacznie ograniczy złożoność produkcji przyczyniając się do obniżenia kosztów i ogólnej rentowności - wskazał Lohscheller.

Dodatkowo producent planuje poprawić swoją konkurencyjność do 2020 roku przez obniżenie kosztów o 700 euro na każdym samochodzie. Zostanie też ograniczona obowiązująca obecnie w Oplu polityka dawania ogromnych rabatów na poszczególne auta.

Opel zakończy też import samochodów produkowanych w Korei - chodzi o model karl i mokka (ten SUV powstaje też w hiszpańskiej Saragossie).

- Nie ma żadnego sensu, by przez kilka miesięcy kapitał w postaci aut mrozić na statkach, podczas gdy tę pracę mogą wykonywać pracownicy w Europie - stwierdził Tavares.

Fabryki w Europie zostają, ale będzie zwiększana ich efektywność

Z punktu widzenia pracowników Opla istotne jest to, że nowy plan zakłada utrzymanie oraz modernizację wszystkich fabryk i przez to uniknięcie przymusowych zwolnień w Europie. Michael Lohscheller szczerze przyznał, że nie obejdzie się jednak bez redukcji kosztów pracy.

- To zostanie osiągnięte przez programy dobrowolnych odejść lub systemy wcześniejszych emerytur. W niektórych fabrykach tydzień pracy zostanie skrócony z 40 do 35 godzin - wyjaśnił szef niemieckiej marki.

- Niepopularni menedżerowie dziś, będą bohaterami jutro - stwierdził Carlos Tavares. - Podobne środki wprowadziliśmy w zakładach we Francji, gdzie obecnie wykorzystanie mocy produkcyjnych sięga 130 proc. i cały czas szukamy nowych pracowników - przypomniał.

Grupa PSA dzięki transakcji z General Motors przejęła 12 zakładów produkcyjnych, zatrudniających w sumie blisko 40 tys. osób. Połowa załogi Opla pracuje w Niemczech. Dziesiąta część europejskiej załogi to pracownicy polskich fabryk - ok. 4 tys. osób. Pozostali pracują w fabrykach w Austrii, Hiszpanii, na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii (samochody marki Vauxhall).

W Polsce są trzy zakłady: fabryka samochodów Opel Manufacturing Poland w Gliwicach, zakład produkcji silników w Tychach oraz zlokalizowane w Tychach Centrum Usług Wspólnych. Śląski zakład wyprodukował w 2016 roku rekordową ilość ponad 200 tys. aut. Głównym modelem fabryki jest opel astra piątej generacji.

Francuski koncern motoryzacyjny PSA przejął Opla i Vauxhalla od General Motors za 1,3 mld euro. W efekcie narodził się drugi co do wielkości, po Volkswagenie, producent samochodów w Europie. Nowy program modernizacji Opla nazwano PACE, co w luźnym tłumaczeniu znaczy TEMPO. Plan zakłada błyskawiczne doprowadzenie niemieckiej marki do zyskowności.