Na razie resort zdawkowo potwierdza informacje o prowadzonych analizach. - W ministerstwie zostały podjęte działania w celu przeprowadzenia analizy dotyczącej problematyki korytarzy ratunkowych. Na obecnym etapie jest za wcześnie na wskazanie terminu ich zakończenia oraz określenie wniosków - ucina Szymon Huptyś, rzecznik MIB.

Sam fakt podjęcia analiz jest już dość zaskakujący. Jeszcze we wrześniu, gdy pytaliśmy o tę kwestię, ministerstwo nie widziało potrzeby prawnego regulowania korytarzy ratunkowych. Powoływało się przy tym na art. 9 ustawy Prawo o ruchu drogowym, zgodnie z którym uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są zobowiązani ułatwić przejazd pojazdu, w szczególności przez niezwłoczne usunięcie się z jego drogi, a w razie potrzeby zatrzymanie się.

- Przepisy wskazują jedynie przykład właściwego zachowania uczestnika ruchu drogowego. Wszystko zależy od okoliczności i sytuacji na drodze. Może to być np. zmniejszenie prędkości lub chwilowe zwiększenie i zjechanie do krawędzi jezdni lub na pobocze. Właściwa ocena sytuacji przez uczestników ruch zapewnia sprawne przemieszczania się pojazdów uprzywilejowanych na odcinkach dróg, na których występuje duże natężenie ruchu bądź też zator drogowy - tłumaczył nam wówczas Szymon Huptyś z MIB. Poprzedni rząd PO-PSL również sceptycznie podchodził do sprawy, tzn. nie widział potrzeby zmian w przepisach.

Ale w ostatnim czasie temat korytarzy życia zaczął interesować parlamentarzystów - zarówno tych z opozycji, jak i ekipy rządzącej. A to mogło zmotywować resort do zmiany stanowiska.

O możliwość prawnego uregulowania tej kwestii pod koniec września resort zapytała (w drodze interpelacji poselskiej) Anna Nemś z Platformy Obywatelskiej. W sierpniu o to samo dopytywał Andrzej Maciejewski z Kukiz’15. - W krajach Europy Zachodniej takich jak Austria, Niemcy, Czechy, Słowenia czy Szwajcaria kwestia tzw. korytarza ratunkowego została uregulowana prawnie już w latach 80. ubiegłego wieku i tym samym problem blokowania przejazdu pojazdom uprzywilejowanym przez innych użytkowników dróg został rozwiązany - wskazywał poseł.

Z kolei posłanka PiS Anna Elżbieta Sobecka - kierując do MIB interpelację we wrześniu br. - zaniepokojona była informacjami Najwyższej Izby Kontroli (NIK) na temat wypadkowości na polskich drogach. NIK podała, że liczba wypadków i ich ofiar na autostradach i drogach ekspresowych, w przeliczeniu na 1000 km długości, była w 2016 r. pięciokrotnie większa niż ogólnie na drogach publicznych. A to może być z kolei efekt braku wiedzy i odpowiedniego przeszkolenia kierowców, którzy jeszcze nie przywykli do poruszania się po drogach tej kategorii. - Niektórzy kierowcy nie mają nawyku, by w razie wypadku na autostradzie lub drodze ekspresowej i spowodowanego tym zatoru utworzyć korytarz ratunkowy, którym szybko przejechałyby służby ratunkowe - wskazała posłanka.

W niektórych krajach jeśli kierowca utrudni przejazd karetki lub sam zacznie jechać "korytarzem życia", może się narazić na mandat nawet rzędu kilkuset euro. W Niemczech do niedawna kary dla blokujących "korytarze życia" wynosiły 20 euro (w związku z czym były też raczej rzadko egzekwowane). Po zmianach na początku tego roku cennik poszedł radykalnie w górę. Za nieutworzenie korytarza można dostać mandat w wysokości 200 euro i 2 punkty karne. Jeśli spowoduje to zablokowanie pojazdu służb ratunkowych, grzywna wzrośnie do 240 euro (do tego 2 punkty karne i zakaz prowadzenia pojazdów przez 1 miesiąc). Najwyższa kara pieniężna to 320 euro - za nieutworzenie korytarza ratunkowego i jeśli skutkiem tego jest uszkodzenie mienia. Za celowe utrudnianie tworzenia korytarza można trafić nawet na rok do więzienia.

- To dobry kierunek - ocenia analizy prowadzone w MIB Wojciech Pasieczny, były policjant, a obecnie biegły sądowy w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego. - Sprawa tworzenia korytarzy życia jest tak oczywista, że nie powinno się jej regulować prawnie, bo powinno to wynikać z naturalnych odruchów kierowców. Ale niestety praktyka pokazuje, że polscy kierowcy lepiej stosują się do pewnych regulacji czy pożądanych zachowań, jeśli zostanie to na nich wymuszone np. poprzez przepisy czy wysokie sankcje - dodaje nasz rozmówca.

Użytkownicy dróg ekspresowych czy autostrad w Polsce coraz częściej zdają sobie sprawę, że warto tworzyć korytarze życia, np. gdy dojdzie do karambolu. Ale wciąż dochodzi do karygodnych sytuacji. W kwietniu br. na autostradzie A2, gdzie między węzłem Buk i Nowym Tomyślem zderzyły się 23 samochody. Kierowcy, którzy utknęli w korku nie utworzyli korytarza, który ułatwiłby dojazd służbom ratunkowym. Mało tego - niektórzy z nich zawracali i jechali spory odcinek pod prąd do najbliższego zjazdu z autostrady.

Dziś, nawet przy spontanicznym tworzeniu korytarzy życia przez kierowców, nierzadko dochodzi do małego zamieszania. Ratownicy narzekają, że część kierowców chce tworzyć korytarz na środku jezdni (dlatego zjeżdżają na boki), a inni - robią więcej miejsca na skrajnym pasie technicznym. W efekcie, mimo dobrych intencji kierujących, karetka i tak ma problem z przejazdem. Stąd, zdaniem części komentatorów, korzyścią z prawnego usankcjonowania korytarzy życia byłoby to, że można byłoby w jednolity sposób zacząć edukować w tej sprawie kierowców - zarówno tych obecnych, jak i przyszłych.