Ursus wiosną tego roku w czasie targów przemysłowych w Hanowerze pokazał samochód o nazwie ELVI, czyli elektryczne auto dostawcze do 3,5 tony. Dziennik.pl sprawdził, co dziś dzieje się z tym pojazdem.

- Finalizujemy budowę pierwszego jeżdżącego prototypu. Prace powinny zakończyć się na przełomie września i października tego roku. Ale bardziej nastawiamy się na październik - wtedy automatycznie rozpoczniemy proces homologacji - powiedział nam Mariusz Lewandowski. Pytany o koszty, stwierdził: Tworzymy nowy samochód, od początku, od zera. Trudno więc spodziewać się wydatków na poziomie kilkuset tysięcy, trzeba raczej mówić o milionach złotych.

Wyjaśnił, że w trakcie zdobywania homologacji samochód przejdzie szereg testów, także drogowych w prawdziwym ruchu ulicznym. Każdy element elektrycznego Ursusa zostanie zbadany pod względem bezpieczeństwa, wytrzymałości i zgodności z normami. Spółka zakłada, że proces prób zakończy się na przełomie 2017 i 2018 roku.

- Jak tylko uzyskamy homologację, otworzymy możliwość składania zamówień. I kontynuując wieloletnie tradycje w produkcji samochodów ciężarowych lubelskiej fabryki, z seryjnym wytwarzaniem elektrycznego auta dostawczego ruszylibyśmy w drugim kwartale 2018 roku - zapowiedział Lewandowski. Jednocześnie podkreślił, że zainteresowanie nowym pojazdem już widać, o czym mają świadczyć wstępne rozmowy z różnymi podmiotami. Nie wykluczył planów eksportowych.

Po uruchomieniu produkcji nowy elektryczny dostawczak Ursusa poza matecznikiem w Lublinie będzie również sprzedawany i serwisowany w punktach spółki Pol-Mot Auto - tej samej, która sprzedaje i serwisuje auta Skody, Opla, Peugeota i Fiata. Podobnie jak Ursus należy ona do holdingu Pol-Mot.

- Samochód będzie miał minimalną ładowność 1100 kg. Zasięg na jednym ładowaniu baterii to ok. 150 km. Prędkość maksymalna wyniesie 100 km/h. To wartości optymalne do użytkowania w miejskich warunkach - ocenił przedstawiciel Ursusa.

Silnik elektryczny do nowego modelu Ursusa tworzy spółka Hipolit Cegielski-Poznań. Przewidziano dwa rozwiązania napędu. W przypadku pierwszego jednostka będzie zamontowana centralnie i zapewni moc 60-70 kW. Drugi sposób to rozłożenie mocy na dwa silniki - każdy o mocy 35 kW. Rozpatrywana jest też możliwość zabudowy silników w kołach. Inżynierowie twierdzą, że energię zapewnią baterie litowo-jonowe z możliwością szybkiego ładowania do 90 proc. w czasie 15 min.

Na podwoziu nowego Ursusa będzie można np. zbudować małą ciężarówkę (zabudowa skrzyniowa), chłodnię lub inny samochód użytkowy. Kabinę przewidziano dla trzech osób.

Cena? - Na pewno będzie atrakcyjna - skwitował Lewandowski.