- Wirus trafi do polskiej armii. W Kielcach podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego na stoisku Polskich Sił Zbrojnych podpisaliśmy z Inspektoratem Uzbrojenia umowę na dostawę 118 nowych pojazdów dalekiego rozpoznania dla żołnierzy wojsk specjalnych. I już za chwilę starujemy z procedurami zmierzającymi do realizacji dostaw - powiedział dziennik.pl Tomasz Kłeczek, prezes spółki Concept z Bielska-Białej, która skonstruowała ten pojazd. Zawarty kontrakt opiewa na 91 mln zł.

I właśnie podczas kieleckich targów firma oficjalnie ujawniła finalną, czwartą generację modelu Wirus - takie auto trafić ma do armii (zdjęcia).

- Koncepcja samochodu jest efektem rozmów z polskim żołnierzami wracającymi z misji - powiedział Kłeczek. Podkreślił, że prace nad rodziną tych aut na dobre rozpoczęły się od 2012 roku. Przez ten czas pojazd przeszedł szereg modyfikacji. W rozwoju i testach kolejnych generacji nieocenieni okazali się weterani sił specjalnych.

- Wirus to całkowicie nasza autorska konstrukcja. Lekka klatka bezpieczeństwa powstała ze stali chromowo-molibdenowej i została wypełniona elementami z włókien węglowych - opisuje szef spółki Concept. Na pokładzie przewidziano trzy fotele kubełkowe z szelkowymi pasami pięciopunktowymi - dla kierowcy, dowódcy oraz strzelca. Również elementy wyposażenia wymyślili inżynierowie bielskiej firmy - zaplanowali m.in. miejsce dla drona, którego można użyć do zwiadu z powietrza.

Do napędu służy turbodiesel 2.5 l o mocy 181 KM (430 Nm). Warto zauważyć, że silnik w przypadku braku oleju napędowego (F-54) może pracować na paliwie F-34 do turbinowych silników lotniczych. Jednostkę połączono z sześciobiegową skrzynią manualną. W ocenie konstruktorów napęd wysokoprężny powinien zapewnić ogromny zasięg, co ma dawać istotną przewagę na polu walki (na drodze utwardzonej pełny zbiornik powinien wystarczyć na 600 km; po bezdrożach - 400 km).

Osiągi? Na szosie Wirus ma rozpędzać się do 140 km/h, a kiedy zjedzie w las na szlak gruntowy może maksymalnie jechać ok. 100 km/h. Auto bez uzbrojenia waży 1700 kg (dopuszczalna masa całkowita to 2,6 t; ładowność - 900 kg).

Przez bielskich inżynierów opracowane zostało także całe tylne zawieszenie z wleczonymi wahaczami, drążkiem Panharda, sprężynami śrubowymi, amortyzatorami teleskopowymi i stabilizatorem (w pełni regulowane). Autorskim rozwiązaniem są również wiązki instalacji elektrycznej i elementy kontrolno-sterujące (częściowo otwarta kabina wymagała zastosowania komponentów wodo- i pyłoszczelnych). Pod podłogą pracuje selektywny napęd 4x4 (z blokadą i reduktorem). A możliwości w terenie najlepiej opisują poniższe parametry.

Prześwit pod osiami - 225 mm. Kąt natarcia, to maksymalny kąt przedniej części samochodu zanim nadwozie zahaczy o grunt - w przypadku Wirusa wynosi 40 stopni. Kąt zejścia, czyli maksymalny kąt podjazdu tyłem z powierzchni poziomej bez dotknięcia podłoża, dla Wirusa wynosi 50 stopni. Kąt rampowy z kolei, to 40 stopni (maksymalny kąt trójkąta równoramiennego pomiędzy osiami, bez kontaktu podłoża z podwoziem pojazdu).

Opancerzenie podwozia spełnia warunki normy Stanag 1, czyli chroni załogę przed wybuchem miny przeciwpiechotnej lub granatu.

Wirus to pojazd o długości 4 m - tym wymiarem odpowiada volkswagenowi polo i jest o 25 cm krótszy od golfa. Szerokość - 2 metry. - Zwarte wymiary ułatwią manewrowanie np. w lesie. To lekki pojazd więc idealny do jazdy po mokrym czy przez grzęzawiska. Wirusem można dotrzeć dosłownie wszędzie - deklaruje przedstawiciel producenta. Auto wyposażono w opony terenowe z wkładkami typu run-flat, dlatego ma pozostać mobilne mimo przestrzelenia ogumienia. Elektryczna wyciągarka linowa pomoże w trakcie przepraw.

W Kielcach obok Wirusa zaprezentowano też nowy pojazd o nazwie Dino. - Z tym pojazdem stajemy do przetargu ogłoszonego przez MON na nowe samochody ciężarowo-osobowe wysokiej mobilności Mustang - powiedział nam Kłeczek.

Dino zastąpi Honkera?

Przypominamy, że chodzi o postępowanie na auta, które mają zastąpić wysłużone Honkery. Termin składania ofert przedłużono do 12 września. A poprzedni przetarg rozpisany pod koniec lipca 2015 roku został unieważniony w czerwcu 2017 roku - MON jako uzasadnienie tej decyzji podało zbyt wysoką kwotę zaproponowaną przez wykonawcę (wpłynęła tylko jedna oferta od konsorcjum PGZ i Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych).

Nowy przetarg przewiduje, że umowa na następcę Honkreów zostanie podpisana jeszcze w 2017 roku. Z dokumentów wynika, że MON chce kupić 872 auta nieopancerzone i 41 pojazdów opancerzonych. Dostawę przewidziano w latach 2019-2022.

- Dino z powodzeniem spełnia warunki postawione przez polskie wojsko. Może zabierać na pokład 8 żołnierzy plus kierowcę, a model opancerzony czterech plus szofera. Stworzyliśmy dwa warianty tego pojazdu - o dopuszczalnej masie całkowitej 3,5 t oraz 4,6 t. Cięższy wariant może być bazą do stworzenia samochodu opancerzonego spełniającego warunki normy Stanag 1 - wyjaśnia nam przedstawiciel spółki Concept.

Wiadomo, że Dino w swojej konstrukcji wykorzystuje zespół napędowy stosowany w mercedesie klasy G (trzylitrowy silnik wysokoprężny i skrzynia biegów) oraz układ 4x4 rozwinięty przez niemiecką firmę Oberainger Automotive GmbH. - Wykorzystanie podzespołów renomowanych producentów daje gwarancję dostępności części przy produkcji i późniejszym serwisowaniu w każdej części świata - stwierdza szef bielskiej spółki.

Koncepcja nadwozia wykonanego z lekkich kompozytów jest pomysłem polskich inżynierów. Dino ma 5,5 m długości i 2,2 m szerokości. Drzwi dzięki specjalnym zawiasom dają się całkowicie zdemontować niczym w śmigłowcach - dzięki temu można stworzyć po każdej stronie auta stanowiska ogniowe. Także tylne drzwi są zdejmowane, co ma ułatwić transport długich ładunków. Prezes spółki Concept podkreśla, że karoseria już w bazowej odmianie zapewnia bezpieczeństwo w razie ostrzału z lekkiej broni kaliber 5,56.

- Dino może być platformą do wszelkiego rodzaju wyrzutni, jego konstrukcja pozwala przykładowo zamontować obrotnicę do granatnika 40 mm. Przewidzieliśmy sposoby dowolnej modyfikacji - skwitował Kłeczek.