Nurt streamline design zdominował światowe wzornictwo w dwudziestoleciu międzywojennym. W środowisku projektantów określano go mądrze jako "aerodynamiczną formę współczesności", ale w świadomości większości odbiorców zakorzenił się po prostu jako opływowy.

Koncepcja zawładnęła wyobraźnią stylistów z całego świata, także tych samochodowych. W maju 1943 r. Helmer Petterson szkicował pierwsze rysunki nadwozia Volvo PV444. Choć kształtem przypominał kroplę wody to jednocześnie było masywne jak żelbetowy schron. Szyby były niewielkie jak wzierniki w czołgu, a gama kolorów: czarny, zielony i szary kojarzyła się z malowaniem wozów bojowych. Nie sposób jednak odmówić modelowi PV444 finezji detali – wystarczy spojrzeć na filigranowy klosz tylnej lampy.

W surowym wnętrzu panował styl rodem z Detroit. Dominującym elementem była ogromna, ale cienka kierownica z jasnego bakelitu, a obszyte mięsistym suknem fotele były równie wygodne, jak te w domowym salonie Pettersena i tysięcy innych Szwedów. Epoka streamline w Volvo trwała trzy dekady.

Szwedzko-włoskie danie

U schyłku lat 50-tych prym w światowym designie motoryzacyjnym wiedli włoscy designerzy. „Scuola Italiana“ oznaczała wyważone proporcje, harmonijne linie i detale dopracowane do perfekcji niczym rzeźby Cellliniego.

Pelle Petterson odbywał wówczas praktyki pod czujnym okiem maestro Pietro Frua. Wydawało się, że połączenie chłodnej skandynawskiej wyobraźni z włoską lekkością zwaną sprezzatura to ożenek ognia z wodą. A jednak udało się osiągnąć nadzwyczajny efekt. Już pierwszy z trzech prototypów oznaczony jako P958-X1 zapowiadał, że oto wkrótce Volvo zbuduje jeden z najpiękniejszych samochodów coupé tej epoki. Na pierwsze danie: linia dachu niczym połówka opadającej kropli, na drugie: przetłoczenie w kształcie poziomej litery J z boku nadwozia, a na deser: dyskretne ”płetwy” z tyłu karoserii. Do tego z typową dla Szwedów powściągliwością użyto chromowanych ozdób.

P1800, czyli prawie jak Maserati

Historycy designu spierają się do dziś, czy punktem wyjścia dla Pettersona było Maserati A6G 54 Coupé. Jeśli nawet, to brzmi to jak najlepszy komplement. Bo Volvo P1800 trudno pomylić z jakimkolwiek innym samochodem. Jego sportowy kokpit kojarzył się bardziej z rasowym coupé klasy Gran Turismo niż z ledwie 96-konnym autem z Goetheborga.

Samochód tej klasy kupuje się wzrokiem. A w obszytych czarną skórą sportowych fotelach kierowca czuł się jak we wnętrzu Ferrari lub Maserati. Za ułamek ich ceny. Wyczynowego szyku dodawała kierownica firmy Nardi oraz wskaźniki marki Smith w głębokich tubach. Czy można się dziwić, że Volvo P1800 S stało się służbowym autem Rogera Moore’a w hitowym serialu „Święty”?

Obecny designer Volvo, Thomas Ingenlath zapatrzył się w owalny wlot powietrza „tysiąć osemsetki” i podobny kształt znajdziemy w nadwoziach najnowszego, flagowego modelu S90. Bo P1800 to bez wątpienia jeden z najpiękniejszych modeli marki.

Cegła, ABBA i bezpieczeństwo

Volvo serii 240/260 jest ikoną stylu Jana Wilsgaarda, ojca „stylu Volvo”. Płaskie powierzchnie bez większych przetłoczeń, załamań i wgłębień.
Masywne, lecz harmonijne proporcje trzech brył. Duże szyby, słusznych rozmiarów reflektory z wycieraczkami oraz widoczne z każdego niemal
punktu kierunkowskazy zapewniały widoczność przy każdej aurze. Długie niczym trampolina nad olimpijskim basenem zderzaki osadzone na amortyzatorach bez szwanku opierały się zderzeniom do 8 km/h. Cały ten pancerny image był podporządkowany funkcji bezpieczeństwa. Kojarzył się z bryłą granitu, która przez tysiące lat opierała się deszczom i wichurom.

240/260 wywodziło się zarówno serii 140, jak i z modelu VESC – konceptu samochodu bezpiecznego. Nawet niższe o 10 cm, budowane
w Carrozeria Bertone coupé 262 C sprawiało wrażenie auta, które przetrwa każdy kataklizm i ochroni pasażerów grubą jak pancerz blachą
z walcowni Olofström. W dobrym tonie był dach obity czarnym jak noc winylem. Wybór kolorów ograniczono do srebra, złota i ponadczasowej czerni.

O ile wnętrze 262 C ociekało luksusem (pikowana skóra, podgrzewane siedzenia i wstawki z polerowanego orzecha włoskiego) to 240/260 ograniczono się do mięsistego weluru lub tweedu i niepalnych tworzyw. Ale i tak wyglądały one jak wyjęte z domowego salonu solidnego szwedzkiego przedstawiciela middle class. Gama lakierów obejmowała m.in. energetyczny oranż, jaskrawe zielenie oraz waniliowo żółtą tonację - odcienie modne w latach 70-tych, czasach dyskotek, zespołów ABBA i BeeGees.

Luksus zwany minimalizmem

Concept Estate z 2014 r. to hołd złożony przez Thomasa Ingenlatha, obecnego szefa designu Volvo i jego team legendarnemu modelowi
P1800 ES oraz jego słynnemu następcy 480 C. To spotkanie przeszłości z przyszłością w teraźniejszości. Niska sylwetka łączy zalety nadwozi kombi i coupé. Jest muskularna, ale też nie brak jej typowej dla coupé lekkości i finezji. Pola świetlne przednich reflektorów LED przypominają kształtem mityczny „Młot Thora”. Klosze tylnych lamp już od czasów 850 Estate ze względów bezpieczeństwa są ulokowane wysoko w słupkach.

Kolor karoserii też nie jest przypadkowy. Głęboki, metalizowany brąz to kolor bejcowanego drewna, tradycyjnego budulca szwedzkich domów. A umieszczony z tyłu emblemat w kształcie stylizowanej tarczy z literami ‘ES” przypomina słynnego poprzednika z początku lat 70-tych.

Styl Concept Estate to kwintesencja luksusu i skandynawskiego minimalizmu. Bo mniej może znaczyć lepiej. Kubełkowe niczym w aucie WRC fotele obszyte kremową i grafitową skórą oraz szlachetną tkaniną mają wbudowane pasy bezpieczeństwa w kolorze bałtyckiego bursztynu. Na ten sam odcień jest podświetlona dźwignia selektora automatycznej skrzyni biegów Geartronic.

Ten model Volvo, podobnie jak wiele innych konceptów nie trafił na taśmę montażową. Ale mnóstwo zapożyczonych z niego elementów stylistycznych znajdziemy w seryjnym kombi V90, które obecnie bije rekordy sprzedaży w klasie Premium na całym świecie.