Policjanci z sekcji zabezpieczenia autostrad ustawili się z radiowozem na zjeździe z autostrady A2; mieli nadzorować ruch samochodów w tym miejscu. Gdy chcieli rozpocząć kontrolę, zatrzymał się przy nich ford, z którego przez okno wychyliła się młoda kobieta. Według relacji policjantów, była przerażona i krzyczała, że potrzebuje pomocy.

- Okazało się, że jechała ona autostradą wraz z mężem oraz 8-letnim synem, który wcześniej podczas postoju, w trakcie zabawy zranił się poważnie w twarz. Chłopiec bardzo mocno krwawił i należało jak najszybciej udzielić mu pomocy medycznej. Rodzice byli jednak mieszkańcami województwa wielkopolskiego i nie wiedzieli, gdzie jest szpital - powiedziała  Sobieraj.

Jeden z policjantów skontaktował się z dyżurnym, który wskazał najbliższą placówkę medyczną, drugi usiadł za kierownicą radiowozu. Funkcjonariusze poprosili, by rodzina jechała za nimi. Gdy dojechali do Łodzi, ulice miasta były zatłoczone. Ponieważ wiedzieli, że chłopiec stracił już bardzo dużo krwi i jego życie może być zagrożone włączyli sygnały uprzywilejowania i do samego szpitala pilotowali forda.

W szpitalu 8-latkowi udzielono pomocy medycznej. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.