W Poznaniu Arrinera odsłoniła przygotowany do procesu homologacji samochód drogowy Hussarya 33. Auto zaprezentowano obok jednego z egzemplarzy wyścigowego modelu Hussarya GT3.

- Gro komponentów i kawał DNA przenosimy z wyścigówki do wersji cywilnej. Zaczynając od ramy przestrzennej, przez dużą liczbę elementów aerodynamiki testowanych na obu samochodach, nowe i opracowane przez nas systemy zarządzania elektroniką. Wszystkie te rozwiązania działają. Hussarya 33 to samochód drogowy, blisko spokrewniony z modelem wyczynowym - powiedział nam prezes Arrinera Piotr Gniadek.

Pod nadwoziem wykonanym z włókien węglowych i kevlaru Hussarya 33 skrywa centralnie zamontowany silnik wolnossący V8 z półek General Motors. Moc od 460 do 650 KM. Napęd na tył przenosi skrzynia biegów Cima zdolna przekazać 900 Nm momentu oborowego. Jak usłyszeliśmy samochód "jeździ i imponuje osiągami". O bezpieczeństwo ma dbać system monitoringu temperatur w 8 najważniejszych sekcjach samochodu.

Co ciekawe, model pokazany w Poznaniu pokrywał niezwykły lakier, który jest mieszaniną miedzi, złota i fioletu.

- To lakier opracowany przez firmę PPG specjalnie dla Arrinera. Jest zastrzeżony i niedostępny dla innych producentów. A kolor stworzono w taki sposób by jak najlepiej prezentował się w słońcu - dlatego też został nazwany Kalahari Sunset, czyli zachód słońca nad pustynią Kalahari - wyjaśnił nam Gniadek.

Docelowo w dopracowanym wnętrzu ma dominować włókno węglowe, aluminium i skóra.

Hussarya 33 została też wyposażana w aktywną aerodynamikę składająca się z 5 niezależnie sterowanych przez komputer sekcji wraz z wyborem trybu jazdy "Road" lub "Race". Ruchomy tylny spoiler to autorskie rozwiązanie Arrinery szlifowane przy udziale inżynierów z zespołu Politechniki Warszawskiej pod kierunkiem profesora Janusza Piechny.

System trzech ekranów odpowiedzialny za wyświetlanie informacji najważniejszych dla kierowcy również powstał w Polsce. Podobnie jak centralny systemem zarządzający elektroniką w całym samochodzie - nazwano go Arrinera Body Control Module.

Układ klimatyzacji zaprojektowano od postaw łącznie z elektroniką i oprogramowaniem, a do ustawiania parametrów temperatury czy nawiewu służy ekran dotykowy. System MobileEye ma wykrywać pieszych, rowerzystów, przeszkody oraz czytać znaki drogowe. Do oświetlania drogi przewidziano własnej konstrukcji światła Bi-LED.

Cena modelu Hussarya 33?

- Jakiś czas temu wprowadziliśmy politykę faktów. Zrobiliśmy wyścigówkę i dopiero wtedy pokazaliśmy cenę i specyfikację. Dni dzielą nas od otrzymania międzynarodowej homologacji GT3 na wersję wyścigową. Tak samo chcemy zrobić z autem drogowym. Wchodzimy w proces homologacji - podobne konstrukcje na świecie zdobywały ją w sześć do dwunastu miesięcy. Mając w ręku homologację ogłosimy, że mamy produkt i podamy cenę modelu Hussarya 33. Czyli powtórzymy drogę, jaką przeszliśmy z wyścigówką. W Poznaniu pokazaliśmy auto światu po raz pierwszy i tym samym udowodniliśmy, że po cichu rozwijając auto wyścigowe można budować samochód drogowy - wyjaśnił Piotr Gniadek.

Dodał, że sukcesem dla firmy byłoby dojście do produkcji 10 sztuk rocznie. Auta powstawałyby na konkretne zamówienie.

To ilu ludzi pracuje nad modelem Hussarya? - Arrinera dziś jest jedną nogą trochę w Wielkiej Brytanii - tam w spółce Arrinera Racing odpowiedzialnej za motorsport pracuje osiem osób z czego czterech Brytyjczyków. W Polsce jest to kilkanaście osób, które głównie zajmują się samochodem cywilnym - powiedział prezes.

A rządowy konkurs na elektryka?

Przy okazji debiutu drogowej Arrinery zapytaliśmy czy spółka wystartuje w konkursie na samochód elektryczny ogłoszony przez rząd. - Nie. To nie ma sensu. Na stworzenie auta elektrycznego z prawdziwego zdarzenia jest za mało czasu - powiedział dziennik.pl Piotr Gniadek. - Poza tym nie ma infrastruktury do ładowania takich samochodów, a stworzenie platformy do takiego auta wymaga ogromnych nakładów finansowych. Proszę zauważyć, że Volvo w opracowanie płyty pod modele serii 90 zainwestowało 11 miliardów dolarów - skwitował.

Inwestorzy pojawili się w Poznaniu

Pytany o finansowanie przyznał, że po tym jak nie udało się znaleźć 10 mln zł na warszawskim parkiecie spółka ruszyła na poszukiwania inwestorów zagranicznych. I tacy właśnie pojawili się w Poznaniu - najpierw obejrzeli stoisko Arrinery, a potem razem z przedstawicielami polskiej firmy wybrali się na tor Hockenheim w Niemczech oglądać rywalizację wyścigowego modelu Hussarya GT.

Teraz okazuje się, że polska firma wróciła z Niemiec z dwoma listami intencyjnymi. I już niebawem Arrinera może zmienić właściciela i narodowość.

Zarząd Arrinera podczas wyścigów na torze Hockenheim podpisał trójstronny list intencyjny z Erne Ventures (fundusz Venture Capital trzyma w ręku 77 proc. udziałów w Arrinera S.A.) oraz spółką prawa włoskiego dotyczący sprzedaży przez Erne Ventures całości lub części akcji spółki Arrinera.

Sprzedaż "całości akcji" może oznaczać nic innego, jak przekazanie pakietu kontrolnego w ręce kapitału z zagranicy. Z drugiej strony to biznes i nie ma co się dziwić takiemu obrotowi spraw - szczególnie, że jak podkreślił Piotr Gniadek w Poznaniu w rozmowie z dziennik.pl "zainwestowaliśmy w to mnóstwo własnych pieniędzy, pracy i czasu". Słowem nie ma miejsca na sentymenty.

W grę wchodzi również sprzedaż przez Arrinera całości lub zorganizowanej części przedsiębiorstw Arrinera Racing Ltd. oraz Arrinera Technology.

Ale to nie koniec rewelacji. Poza tym polska firma podpisała inny trójstronny list intencyjny pomiędzy spółkami Arrinera Racing Ltd., Arrinera Technology S.A. oraz spółką zarejestrowaną w Omanie. Ten dokument dotyczy transferu technologii produkcji samochodów Arrinera.

Transfer technologii można potraktować jako przekazanie zagranicznym firmom praw do rozwiązań opracowanych w Polsce, przez polskich inżynierów i naukowców (m.in. rozwiązań dotyczących aerodynamiki). Ten fakt podkreślało zresztą Ministerstwo Rozwoju w czasie prezentacji Arrinery GT przed ministrem Mateuszem Morawieckim. - To całkowicie polski projekt, zrealizowany z polskich funduszy, z wykorzystaniem polskiej myśli technicznej. To również jedyna polska marka samochodów o globalnym zasięgu - twierdził resort kierowany przez Morawiekiego.

Jak twierdzą przedstawiciele spółki, biznesmeni z Włoch i Omanu pozostają w bliskiej kooperacji, planując wspólnie inwestycje w dalszy rozwój oraz produkcję samochodów wyścigowych i supersamochodów drogowych pod marką Arrinera.

- Obydwie umowy przewidują okres wyłączności na 90 dni podczas którego zostanie przeprowadzone zostanie pełne badanie spółek z grupy Arrinera S.A. oraz mają być uzgodnione szczegóły ewentualnych transakcji - kwituje polska spółka.