Kia Motors Polska obchodzi w tym roku 20-lecie swojej działalności. Z tej okazji w Poznaniu zorganizowano prawdziwe show. Na scenę wyjechała najnowsza kia stinger w najmocniejszej wersji GT, czyli auto jakiego jeszcze nie było w historii koreańskiej marki. O ile samochód robił niesamowite wrażenie, to jak magnes podziałały dwie hostessy. To właśnie one sprawiły, że sąsiednie stoiska Toyoty czy Grupy PSA świeciły pustkami. Zaś tłumy kłębiły się wokół ekspozycji Kii. Każdy chciał zobaczyć niesforne atuty pań pozujących przy stingerze. Obie modelki stały się niekwestionowaną sensacją tegorocznego Motor Show...

Stinger, czyli żądło

Ale wracając do samochodu… Stinger to auto w formacie, którego Kia jeszcze nie miała w ofercie. Karoseria mierzy 4,83 m długości, 1,87 szerokości i tylko 1,40 wysokości. Swoją urodę pięcioosobowy sedan o sylwetce coupe zawdzięcza zespołowi europejskich projektantów z centrum designu we Frankfurcie. A kierował nimi Niemiec Peter Schreyer - główny stylista Kia oraz urodzony we Francji Gregory Guillaume, szef designu w Kia Motors Europe.

Z przodu w oczy najbardziej rzuca się znak rozpoznawczy Kia, czyli "tygrysi nos" - w stingerze wyjątkowo szeroki. LED-owe reflektory mają drapieżne spojrzenie, a wielkie wloty powietrza zdają się wciągnąć do silnika całe powietrze.

W kabinie skóra i aluminium. Kierowca jest otulony kokpitem niczym w sportowym samochodzie - to wrażenie potęguje wysoki tunel środkowy. Do wykończenia wnętrza posłużyły materiały wysokiej jakości. Fotele troskliwie obejmują pasażera - sprawdziliśmy.

Szlifowana przez guru z BMW

Żeby agresywny design nie okazał się obietnicą bez pokrycia Kia zatrudniła kolejnego Niemca z bogatym bagażem doświadczenia w motoryzacji. Albert Biermann, niegdyś szef inżynierów odpowiedzialnych za samochody BMW serii M, teraz zajmuje wysoką pozycję w strukturach koreańskiego koncernu. A jego zadanie to głównie finalne zestrojenie aut i to właśnie Biermann nadzorował dopieszczanie układu jezdnego stingera.

Moc? Pod dłuuugą maską stingera znajdą się do wyboru dwa turbodoładowane silniki benzynowe - 2.0/255 KM i 3.3 V6/365 KM (topowa odmiana GT). Ten ostatni wariant przyspiesza od 0 do 100 km/h w 5,1 s i potrafi rozpędzić się aż do 269 km/h. Inżynierowie podkreślają, że to najszybsze auto w historii marki.

Trzecią odmianą silnikową będzie turbodiesel o pojemności 2.2 i mocy 200 KM (440 Nm). Kia zakłada, że właśnie ta wersja będzie najpopularniejszą w Europie.

Wszystkie jednostki napędowe współpracują z 8-stopniową automatyczną skrzynią biegów, która przenosi napęd na tylne koła. Jeśli ktoś sobie zażyczy dostanie auto z układem 4x4 i systemem Dynamic Torque Vectoring Control, który automatycznie dostosowuje moment obrotowy i siłę hamowania poszczególnych kół.

Odmianę z napędem na tylne koła na życzenie (i za dopłatą) uzbroją w mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu - rozwiązanie ma zapewnić kierowcy maksymalną kontrolę nad samochodem podczas jazdy poślizgiem. Dodatkowo w wersji stinger GT (3.3 V6), w trybie "Sport" przewidziano odcięcie systemu stabilizacji toru jazdy i kontroli trakcji.

- Kia stinger będzie produkowana w Korei. W Polsce zadebiutuje w czwartym kwartale 2017 roku - powiedziała dziennik.pl Monika Krzesak z Kia Motors Polska. Wśród konkurentów wymieniła m.in. audi A5 sportback, BMW 4 gran coupe i jaguara XE.

Cena? Ptaki ćwierkają, że w podstawowej odmianie kia stinger będzie kosztować ok. 40 tys. euro, czyli ok. 168 tys. zł. Coś nam jednak mówi, że w Polsce ten samochód będzie tańszy...