Cel to zapobieganie oszustwom podobnym do tych, które wyszły na jaw wraz z ujawnieniem, że koncern Volkswagen stosował nielegalne oprogramowanie, by oszukiwać podczas testów emisji spalin.

- Tak, wiedzieliśmy, że emisje były wyższe na drogach niż w czasie testów laboratoryjnych, więc już w 2012 roku rozpoczęliśmy przegląd ram dotyczących homologacji dla samochodów, ale wydarzenia z września 2015 naprawdę otworzyły nam oczy. Przypadek Volkswagena pokazał, że problem jest ogromny - powiedział w Parlamencie Europejskim w Strasburgu unijny komisarz ds. środowiska Karmenu Vella.

Nowy obowiązek także dla polskiego rządu

Teraz to władze krajowe są odpowiedzialne za wydawanie certyfikatów, które poświadczają, że samochód spełnia wszystkie warunki, np. w kwestiach bezpieczeństwa środowiska, i może trafić na rynek. Po wybuchu skandalu pojawiło się wiele głosów, by utworzyć centralną agencję zajmującą się wydawaniem homologacji. Ostatecznie jednak w PE nie było większości, która poparłaby takie rozwiązanie. Na fali oburzenia po aferze zdecydowano się jednak na zmianę systemu, by testy były bardziej niezależne i możliwa była ich kontrola.

- Skandal Volkswagena, który nie dotyczył tylko tej firmy, choć tak go nazywamy, był czubkiem góry lodowej. Konsumenci byli traktowani z pogardą przez bardzo długi czas. Dawno temu przestali ufać w możliwość egzekwowania swoich praw od producentów - podkreślał podczas debaty sprawozdawca PE w tej sprawie, brytyjski europoseł EKR (Europejskich Konserwatystów i Reformatorów) Daniel Dalton.

Jak przekonywał, teraz system ma zmienić się fundamentalnie. Po pierwsze PE postuluje wprowadzenia nowych testów - by przynajmniej część samochodów była sprawdzana w warunkach drogowych, a nie tylko w laboratoriach. - Badania i inspekcje przeprowadzane są m.in. w drodze badań laboratoryjnych i badań emisji w rzeczywistych warunkach jazdy, na podstawie statystycznie istotnych prób - stanowią przepisy, jakich chcą europosłowie.

Nowe przepisy

Nowe regulacje mają wprowadzić też system nadzoru rynkowego. Państwa członkowskie będą zobligowane do przeprowadzania testów co najmniej 20 proc. nowych samochodów wpuszczonych rocznie już na rynek. Ma to być jednym z zabezpieczeń wykluczającym oszustwa.

Wprowadzone mają być też "krajowe programy nadzoru rynku", które mają być zatwierdzane przez Komisję Europejską. Dzięki nim państwa członkowskie mają prowadzić odpowiedni nadzór rynku, a także koordynować działania między sobą.

- Każde państwo członkowskie musi stosować te same zasady. (...) Niezależni audytorzy będą regularnie sprawdzali, czy zasady są stosowane w odpowiedni sposób - podkreślał Dalton.

Europosłowie przegłosowali także dwustopniowe podejście, dzięki któremu Komisja Europejska ma mieć możliwość zobowiązania państwa członkowskiego do zrobienia testu, gdy uzna to za konieczne.

Przepisy mają powołać też nowe forum, którym będzie kierowała KE, aby trafiały do niej na wczesnym etapie wszelkie sygnały o ewentualnych nieprawidłowościach ze strony państw członkowskich, organizacji konsumenckich, a także innych zainteresowanych stron.

30 tys. euro kary od auta

PE chce, aby unijni kontrolerzy mogli nałożyć karę wynoszącą 30 tys. euro od samochodu, jeśli jego producent nie będzie spełniał wymogów uprawniających do uzyskania homologacji. Grzywna taka będzie groziła też za stosowanie urządzeń pomagających oszukiwać w testach (w ten sposób postępował Volkswagen, manipulując pomiarami spalin) lub za składanie przez producentów nieprawdziwych deklaracji. Kara na szczeblu UE miałaby być nakładana tylko w sytuacji, kiedy wcześniej nie wymierzono jej na poziomie państwa członkowskiego.

Propozycja poprawek przyjęta przez Parlament Europejski została poparta przez 585 europosłów przy 77 głosach sprzeciwu i 19 wstrzymujących się. Teraz swoje podejście wobec propozycji nowelizacji prawa muszą ustalić państwa członkowskie w Radzie UE. Gdy to zrobią, będzie można rozpocząć negocjacje dotyczące ostatecznego kształtu przepisów.

Unijny system homologacji jest tak skonstruowany, że otrzymanie certyfikatu dopuszczającego do ruchu w jednym z krajów członkowskich wystarczy, by samochód mógł być sprzedawany w całej UE. Problem jednak w tym, że kraje, które mają rozbudowany przemysł samochodowy, nie chcą szkodzić swoim rodzimym producentom przez odmowę wydania homologacji.

Europosłowie przyjęli też niewiążące prawnie wytyczne dla Komisji Europejskiej i Rady UE oparte na końcowym raporcie komisji śledczej zajmującej się skandalem emisyjnym.

PE stwierdził, że chociaż już 10 lat temu KE i państwa członkowskie zdawały sobie sprawę, że pomiar emisji tlenków azotu (NOx) w pojazdach z silnikami diesla w testach laboratoryjnych znacznie różnią się od emisji mierzonych na drogach, nie działały odpowiednio, by chronić jakość powietrza i zdrowie publiczne. Europosłowie chcą, by KE zaproponowała unijny system ochrony konsumentów, a właściciele samochodów, których dotyczy skandal, otrzymali odszkodowanie od producentów.