"Sebastiana K. zbadał lekarz - chirurg, który nie tylko pobrał krew podejrzanemu o spowodowanie wypadku, ale także przeprowadził badanie mężczyzny" - podkreśla portal.

"W protokole, wpisane są wszystkie informacje o stanie zdrowia Sebastiana K. Lekarz, oprócz faktu, że mężczyzna nie spożywał alkoholu, wpisał w protokół informacje o tym, że mężczyzna nie ma żadnych objawów ewentualnych obrażeń po wypadku, jego nastrój jest spokojny, a mowa wyraźna" - wylicza wPolityce.pl. "Chirurg przeprowadził też kilka standardowych testów, które określają stan zdrowia osoby badanej po wypadku komunikacyjnym" - dodaje.

"W protokole, który podpisał Sebastian K. znajduje się informacja o przysługującej mu ochronie prawnej, a także stwierdzenie, że mógł on zaznajomić się z aktami postępowania" - zaznacza portal.

Opublikowana druga strona protokołu wyjaśnień zawiera standardową formułę: "Pouczony o przysługujących mi prawach i ciążących na mnie obowiązkach, w tym o prawie składania wyjaśnień, do odmowy składania wyjaśnień, do odmowy odpowiedzi na niektóre pytania, do korzystania z pomocy obrońcy, do składania wniosków dowodowych, do zaznajomienia się z aktami postępowania oraz możliwości dobrowolnego poddania się karze".

Wcześniej wpisana jest treść zarzutu dla kierującego seicento wraz z informacją, że w wyniku wypadku pasażer doznał złamania kości udowej, co narusza czynności ciała na okres powyżej 7 dni. Ta strona jest na dole pod tekstem parafowana przez kilka osób - według portalu również przez Sebastiana K.

Portal przypomina, że politycy PO w debacie o wypadku zarzucali, że Sebastian K. nie był badany przez lekarza i nie wiedział, że może powołać obrońcę.

W czwartek rano wiceminister SWiA Jarosław Zieliński mówił w PolskimRadio24, że wypadek drogowy i "nieszczęście, które wydarzyło się na drodze", opozycja wykorzystuje do ataku politycznego. "W czasie, gdy rządziła koalicja PO-PSL, statystycznie było mniej więcej tyle samo zdarzeń. Wiedziało o nich niewiele osób, ponieważ media tego nie nagłaśniały. (...) Nie można mówić o winie funkcjonariuszy BOR w Oświęcimiu. Nikt tego nie stwierdza, prokuratura tego tak nie kwalifikuje. To była nieumyślna wina ze strony kierowcy, który wykonywał manewr skrętu w lewo, gdy nie przejechała jeszcze oznakowana kolumna" - powiedział.

Jak podkreślił wiceszef resortu, kierowca podpisał się pod protokołem z miejsca zdarzenia i został zbadany przez lekarza, a dopiero po interwencji polityków Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej jego zeznania się zmieniły. "Politycy PO i Nowoczesnej działając w taki sposób, jak to obserwujemy, mogli wywrzeć wpływ na zmianę zeznań" - skomentował Zieliński.

Do wypadku doszło w piątek wieczorem w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku, wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które następnie wpadło na drzewo.

W wyniku wypadku obrażenia odniosła premier Beata Szydło i szef jej ochrony. Kierowca BOR wyszedł już ze szpitala. Premier Szydło i drugi funkcjonariusz od piątku przebywają w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.