W limuzynie Biura Ochrony Rządu, którą podróżował wicepremier Jarosław Gowin, uszkodzeniu uległa opona. Kierowca po konsultacji z przełożonym z BOR kontynuował jazdę do stacji paliw. Szef MSWiA Mariusz Błaszczak twierdzi, że ochrona zadziała zgodnie z procedurami i nie było żadnego zagrożenia. CZYTAJ WIĘCEJ>>

- Skandal! To jest oczywiste, że w sytuacji uszkodzenia opony w samochodzie ochranianego wicepremiera, powinien on przesiąść się do innego auta podstawionego przez Biuro Ochrony Rządu. Nie rozumiem systemu ochrony stosowanego przez BOR, mimo że sam ochraniałem najważniejszą osobę w państwie - przyznaje w rozmowie z dziennik.pl Jerzy Dziewulski.

Byłego antyterrorystę i szefa ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oburza decyzja, by w ogóle kontynuować jazdę z uszkodzoną oponą i wicepremierem na pokładzie. Uważa ją za "piekielnie ryzykowną w warunkach zimowych". - A gdzie system mówiący o bezpieczeństwie w każdej minucie działania i życia tego człowieka? - pyta retorycznie.

Wskazuje jednocześnie, że bezpieczniej byłoby zatrzymać się na poboczu, wezwać radiowóz policyjny czy nawet straży miejskiej i przewieźć wicepremiera na najbliższą stację paliw.  - Tam napiłby się kawy, będąc po ochroną funkcjonariusza BOR - dodaje. 

- Widzę, że to już nie zależy od systemu ochrony, a od indywidualnej decyzji konkretnego człowieka, co samo w sobie jest chore. Moim zdaniem było to tak: kierowca nawiązał kontakt z dyżurnym BOR, a ten kazał mu: 'Jedź do najbliższej stacji i nie zawracaj mi d…y' - skwitował.

Kierowca to żadna ochrona?

Dziewulski domyśla się również drugiego dna tej sprawy: - Mogło być też tak, że pozostawiono by go na tej stacji samego jak palec, bez ochrony, bo on najprawdopodobniej jechał tylko z jedną osobą, czyli z kierowcą. A to przecież żadna ochrona.

Na sugestię, że samochód może być narzędziem obrony, potwierdza taką możliwość. - Jednak z uszkodzoną oponą to jest w ogóle niewykonalne. Przepis mówi jasno: można jechać z określoną prędkością dopuszczalną na takiej oponie, ale dotyczy to wyłącznie osób niechronionych. Nie da się wykonać żadnego gwałtowniejszego manewru, przyspieszyć, by uciec z miejsca zagrożenia. Kłopot jest z hamowaniem - pojazd jest kompletnie niestabilny - tłumaczy. Poza tym, w sytuacji zagrożenia szofer VIP-a musi trzymać kierownicę i wciskać gaz, a nie wyciągać broń, by przeszkodzić przeciwnikowi w ataku.

Jest jakiś inny pomysł na uniknięcie sytuacji podobnych do tej z udziałem wicepremiera Gowina? - Może mimo opon typu run-flat należałoby w pojazdach wozić też całe koło; jako zapas. Nie ma nic gorszego, jak niezaplanowana zmiana taktyki działania z powodu złapania kapcia. To szafowanie życiem ochranianych osób, a właśnie to miało miejsce z wicepremierem Gowinem - ocenia

Biuro Ochrony Rządu nie widzi jednak niczego złego w podróżowaniu z uszkodzoną oponą. Kpt. Grzegorz Bilski z Biura Ochrony Rządu przekonuje, że "funkcjonariusze BOR postępowali zgodnie z obowiązującymi procedurami". - Poza tym samochody Biura Ochrony Rządu, przeznaczone do omawianej kategorii działań zostały wyposażone w opony typu run-flat i niezbędne systemy bezpieczeństwa, które są eksploatowane zgodnie z zaleceniami producentów - dodaje.

Przedstawiciel BOR zapewnił, że samochód na uszkodzonej oponie i z Gowinem na pokładzie przebył dystans wielokrotnie krótszy niż zarzucane 100 km w artykule "Rzeczpospolitej", a kontynuowanie jazdy było niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa wicepremiera.