- Złożyłem już interpelację w sprawie wypadku ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. A złożyłem ją w trybie interwencji poselskiej, by uniknąć blokowania przez marszałka Joachima Brudzińskiego, który ostatnio lubi uprzykrzać życie opozycji. Szef MON ma obowiązek odpowiedzieć na nią w ciągu 14 dni - wyjaśnia w rozmowie z dziennik.pl Krzysztof Brejza, poseł Platformy.

Posła PO zainspirowały relacje świadków twierdzących, że wypadek pod Toruniem w ciągu DK 10 spowodowany był szarżą kolumny pojazdów szefa MON oraz że auta próbowały wymusić przejazd na czerwonym świetle. 

- Spieszyli się na raut "Człowieka Wolności" Jarosława Kaczyńskiego, narażając zdrowie i życie zwykłych uczestników ruchu drogowego - mówi nam Brejza.

Jego zdaniem konieczne jest ujawnienie zapisu "czarnych skrzynek" z aut ministra. - A następnie natychmiastowe publiczne przeprosiny za narażenia innych ludzi i dymisja - żąda poseł.

W ocenie przedstawiciela PO, działanie Macierewicza na drogach, to "wschodnie standardy". - Może politykom PiS marzą się PiS-pasy ruchu na polskich drogach? Na to nie będzie naszej zgody - przekonywał Brejza.

250 km w godzinę i 45 minut? Jakim cudem?

Brejza podkreśla, że chce dowiedzieć się od ministra Macierewicza, czy prawdą jest, jakoby kolumna pojazdów szefa MON wjechała na skrzyżowanie z wielką prędkością i nie zdążyła wyhamować na czerwonym świetle, doprowadzając tym samym do kolizji, w której ucierpieli inni użytkownicy ruchu drogowego.

Jego zdaniem do myślenia daje wypowiedź samego Macierewicza, który w pierwszych słowach wystąpienia w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej podziękował szoferowi, który miał w godzinę i 45 minut dojechać z Warszawy do Torunia. Tymczasem odległość z Warszawy do Torunia najszybszą trasą to ponad 250 km - jazda powinna trwać około 2 godzin i 30 min.

Podróż krajową dziesiątką (na której miał miejsce wypadek aut z Macierewiczem) powinna trwać niemal 3 godziny. Z wzoru na prędkość (droga dzielona przez czas) wynika, że rządowy samochód musiał jechać średnio z prędkością ponad 146 km/h.

Poseł docieka też, że czy prawdą jest, że wypadek pod Toruniem miał miejsce ok. godz. 17:40, a już o godz. 19:00 Macierewicz pojawił się w Warszawie na gali organizowanej przez prawicowy tygodnik wSieci.

- Oznaczałoby to ponowne skandaliczne złamanie przepisów ruchu drogowego oraz narażenie życia i zdrowia innych osób - ucina Brejza.

Sprawę wypadku na drodze krajowej numer 10 w Lubiczu Dolnym przejęła Żandarmeria Wojskowa, a postępowanie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu Wydział ds. wojskowych.