Analizę wpływu sieci fotoradarów i zainstalowanego w 2015 odcinkowego pomiaru prędkości (OPP) przeprowadzili naukowcy z Instytutu Badawczego Dróg i Mostów na zlecenie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. Wiadomo, że pomiary przeprowadzono w 52 wytypowanych miejscach, w tym: 40 lokalizacjach fotoradarów i 12 lokalizacjach OPP.

- Miały one na celu ocenę wpływu zainstalowanych urządzeń rejestrujących na zachowanie się kierowców - wyjaśnia w rozmowie z dziennik.pl Łukasz Majchrzak, naczelnik wydziału analiz CANARD. Pomiary przeprowadzono w dwóch turach - przed instalacją urządzeń i po.

Żółte parzy!

Okazało się, że o ile natężenie ruchu nie zmieniło się znacząco, to dało się zaobserwować efekt odstraszający żółtych skrzynek. Na ograniczeniu do 40 km/h oraz 50/60 km/h strzeżonym przez fotoradar osobówki zwolniły średnio o ponad 20 proc. (z 54 km/godz. do 42).

Od ręcznego przygotowywania korespondencji do systemów komputerowych. W rozbudowę CANARD, w ramach projektu współfinansowanego ze środków europejskich, od chwili przejęcia fotoradarów stacjonarnych od policji i GDDKiA w 2011 zainwestowano niemal 185 mln zł (157 mln dofinansowanie z UE).

Jeszcze bardziej widoczny był wpływ fotoradarów jest na odcinkach z ograniczeniami prędkości do 70 km/h, 70/90 km/h, 80/100 km/h. W tych miejscach osobówki zwolniły o 26 proc. (ze średniej prędkości 73 km/h do 54). Podobny wpływ fotoradary miały na kierujących motocyklami, autami dostawczymi, ciężarówkami, a także ciężarówkami z przyczepą i autobusami.

Analizując te dane, autorzy raportu CANARD ogłaszają sukces i pokazują na statystykach, jak fotoradary przyhamowują zapędy piratów drogowych. Odsetek aut osobowych przekraczających dozwoloną prędkość spadł z ponad 50 proc. do... 14. Tylko dlatego, że kierowcy widzieli na poboczu żółtą metalową skrzynkę. - To najdobitniej pokazuje, że fotoradary mają istotny, pozytywny wpływ na bezpieczeństwo - ocenia Majchrzak.

Portret kierowcy najczęściej łamiącego przepisy. W oparciu o dane powiązane z wystawionymi przez GITD mandatami w 75 proc. przypadków jest to mężczyzna, jeżdżący samochodem marki Volkswagen, Opel, Ford, Renault i Mercedes.

Oporni ciężarowcy

Również odcinkowy pomiar prędkości, mimo że to rozwiązanie całkiem niedawno wprowadzone na polskie drogi, zdążył już utemperować kierujących. Odsetek osobówek niestosujących się do obowiązującego ograniczenia w badanych lokalizacjach ze średnio 30 proc. spadł do 19 proc. Niepokojący może być wskaźnik dotyczący ciężarówek i autobusów. Ich kierowcy najwyraźniej nie przejmują się zbytnio ani limitami, ani mandatami - 50 proc. kierowców tych pojazdów ciągle łamie przepisy (przed uruchomieniem OPP na bakier z prawem było ok. 70 proc.). - Spadek jest, ale na pełne efekty trzeba będzie jeszcze poczekać - usłyszeliśmy w CANARD.

W 2015 roku urządzenia pomiarowe ujawniły ponad 1,1 mln naruszeń przepisów drogowych. Wystawiono na tej podstawie 688 tys. wezwań i 328 tys. mandatów. Pierwsze trzy kwartały 2016 roku to 861 tys. zdjęć, 660 tys. wezwań i 325 tys. mandatów.

A jak pięcioletnia działalność CANARD przełożyła się na stan bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce? Pokazują to m.in. dane o wypadkowości w obrębie lokalizacji objętych nadzorem fotoradarów. Zestawienie danych z lat 2008-2012 (przed instalacją urządzeń) z tymi z lat 2013-VIII 2016, ukazuje średnio 52 proc. spadek liczby ofiar śmiertelnych (w okolicy fotoradarów). Liczba wypadków spadła o niemal 37 proc., a statystyki osób rannych obniżyły się o przeszło 42 proc. Poprawę bezpieczeństwa przyniosła również instalacja rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle. Jak wynika z raportu, zarówno liczba wypadków oraz osób zabitych i rannych spadła w miejscach kontrolowanych o 40 proc.

- Odnosząc się do 2011, czyli do roku w którym CANARD rozpoczęło działania kontrolne, wyraźnie widać, że wcześniej zaobserwowany trend wzrostu liczby wypadków w Polsce został zatrzymany. A w kolejnych latach funkcjonowania i rozbudowy systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym poziom bezpieczeństwa systematycznie wzrastał - podkreśla Łukasz Majchrzak.

Co ciekawe, dane zebrane przez policję w 2016 roku nie są już tak optymistyczne. Wynika z nich bowiem, że pierwszy raz od ponad pięciu lat wzrośnie liczba zabitych na polskich drogach - do końca października w wypadkach zginęło już 2477 osób. Dla porównania, statystyki z tego samego okresu 2015 r. mówiły o 2363 zabitych.

Co dalej?

Plany CANARD na przyszłość? - Chcemy kontynuować rozbudowę centralnego systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym w Polsce. Obecnie przygotowujemy się do opracowania studium wykonalności, w którym wykazane zostaną warunki realizacji projektu, tak techniczne, jak i osobowe - zdradził nam Majchrzak.

Uściślił, że plany obejmują zakup lub modernizację urządzeń rejestrujących dedykowanych na wszystkie kategorie dróg. Jest w tym także rozbudowa infrastruktury teleinformatycznej oraz dodanie nowych funkcjonalności systemu CANARD. A ma to kosztować łącznie ok. 162 mln zł, z czego ponad 137 mln ma pochodzić z unijnego dofinansowania.