Pierwsza zelektryfikowana droga to dwukilometrowy fragment autostrady E16 w Gavle. Na realizację inwestycji szwedzki rząd wyłożył 77 mln koron (ponad 36 mln zł), a dodatkowe 48 mln (22,5 mln zł) dostarczyli przedsiębiorcy i władze regionu Gavleborg, przez który przebiega trasa.

Na razie "drogą pod napięciem" w normalnym ruchu publicznym jeżdżą elektryczne ciężarówki scania, które wykorzystują układ zasilania opracowany przez Siemensa.

Auta pobierają energię za pośrednictwem pantografu umocowanego na wsporniku za kabiną. Ten czerpie ją z napowietrznej linii biegnącej nad prawym pasem autostrady - z sieci dostarczany jest prąd o napięciu 700 woltów.

Podczas jazdy auta mogą swobodnie łączyć się z siecią i odłączać od niej.

Kiedy samochód opuszcza prawy pas, np. podczas wyprzedzania i pantograf zostaje odłączony od przewodów, auto jest napędzane 13-litrowym silnikiem spalinowym o mocy 360 KM (może pracować na biopaliwo) lub elektrycznym (130 kW, 1050 Nm), zasilanym przez litowo-jonowe akumulatory (5 kWh). Baterie po odłączeniu od sieci trakcyjnej zapewniają zasięg 3 km.

Na zelektryfikowanym odcinku samochód korzysta z napędu elektrycznego, poza nim działa jako hybryda.

Czy taki pomysł może się przyjąć? Po co to komu? Producent ciężarówek chce uruchomić w Szwecji do 2030 roku flotę aut uniezależnionych od paliw kopalnych. Czyli zabezpiecza swój biznes na wypadek wyczerpania się ropy naftowej.