- To było chyba 10 lat temu, oglądałem "Uczmy się polskiego" (red. Let's Learn Polish) i patrzę co to jest ten mały, śliczny samochód? Zapytałem nauczyciela. Odpowiedział mi, że to jest ten słynny polski fiat - wspomina Daniel.

Na pomysł zakupu malucha wpadła jego żona Ester. - Mamy już jedno duże auto. Maluch to miał być drugi samochód - ekonomiczny, wygodny - tłumaczy.

Amerykanin przyznaje, że początkowo się opierał. - Nie chciałem, nie jestem mechanikiem. Słyszałem, że maluch nigdy nie jest zepsuty, ale zawsze jest coś do poprawienia. I faktycznie zawsze jest coś, albo silnik, albo hamulec, albo akumulator - opowiada dyplomata.

Daniel wspomina też ten "pierwszy raz w maluchu" - gdy wsiadł za kierownicę zdziwił go mały kokpit. Przyznaje, że nie mógł znaleźć radia. - Klimatyzacji też nie ma, ale mogę otwierać okna z lewej i prawej strony kręcąc korbkami jednocześnie. Ok. to cool, mam klimatyzację - cieszy się Amerykanin.

Koledzy z ambasady początkowo sądzili, że zwariował. - Byłem pewien, że ten samochód zepsuje się za 5 minut. Ale w tym samym momencie zazdrościłem mu - przyznaje Christopher.

Kristen, asystentkę ambasadora USA w Polsce, zdziwiły proporcje Daniela i fiata 126p. - Wyglądał na bardzo dużego, w bardzo małym aucie. Samochód wyglądał jak zabawka. Maluch jest uroczy, podoba mi się - opowiada i dodaje, że pierwszym autem rodziców jej chłopaka, który jest Polakiem, był maluch. - Byli z niego bardzo dumni.

Nawet ambasador USA w Polsce Paul Jones podróżował maluchem z Danielem za kierownicą i w obstawie dwóch mrocznych chevroletów tak wielkich, że silnik od małego fiata mógłby napędzać ich wycieraczki. Był pod wrażeniem. To trzeba zobaczyć na filmie zrealizowanym przez ambasadę amerykańską w Polsce.