Padał lekki deszcz, a niebo nad Francją spowiły gęste, szare chmury, wywołując przedwczesny zmierzch. Właśnie w takiej scenerii metę 24-godzinnego Le Mans przekroczyły trzy eleganckie prototypowe pojazdy - tymi słowami w 1966 roku rozpoczynała się ostatnia relacja Forda z Le Mans.

Wyścig ten stał się tematem przewodnim książki A.J. Baime’a pt. "Dajmy czadu!" (ang. "Go Like Hell!"). Bruce McLaren wykrzyknął te słowa do Chrisa Amona w czasie wyścigu, który miał im przynieść dożywotnią sławę.

Przypominamy, że pół wieku temu trzy fordy GT, jeden za drugim minęły metę 24-godzinnego wyścigu Le Mans. Tym sposobem amerykański koncern przerwał pasmo sukcesów Ferrari w tej imprezie i nie oddał tronu przez kolejne trzy lata.

Ford GT wraca do Le Mans 50 lat po zwycięstwie nad Ferrari

50 lat po tym historycznym wydarzeniu Ford wraca na tor Le Mans by ponownie "dać czadu". Cztery wyczynowe modele GT zespołu Ford Chip Ganassi Racing 18 czerwca o godzinie 15:00 staną do morderczego 24-godzinnego wyścigu.

Samochód wyścigowy powstał na bazie supersamochodu ford GT, który zadebiutował w styczniu 2015. Konstruktorzy twierdzą, że pojazd został zbudowany tak, aby mógł w Le Mans konkurować z największymi rywalami takimi jak Ferrari, Corvette, Porsche oraz Aston Martin. Na liście innowacji jest aerodynamika zapewniająca doskonałą siłę docisku, wyższą stabilność i minimalny opór powietrza, lekkie materiały kompozytowe, w tym włókna węglowe tworzące sztywną i lekką strukturę podwozia, a także silnik 3.5 EcoBoost.

Ford ponownie lepszy niż Ferrari?

W 2016 roku zespół Ford Chip Ganassi Racing wystawia dwa fordy GT w mistrzostwach FIA World Endurance Championship (WEC) oraz dwa kolejne w serii IMSA WeatherTech SportsCar Championship.

Oba fordy GT WEC pojadą z numerami startowymi 66 i 67, a wyścigówki zespołu IMSA z numerami 68 i 69. Wybór liczb jest tu nieprzypadkowy i stanowi nawiązanie do zwycięskich lat Forda na Le Mans (1966, 1967, 1968 oraz 1969).