Szefowie koncernu Volkswagen w oficjalnym komunikacie oświadczają, że "w obliczu obecnej sytuacji przedsiębiorstwa trzeba także dać znak w kwestii wynagradzania zarządu". Co to oznacza? 

W informacji z Wolfsburga na razie brak szczegółów na temat dokładnej skali "wyraźnego zmniejszenia zmiennego wynagrodzenia". Niemieckie media donosiły o cięciach na poziomie 30 proc. 

- Niezależnie od dochodzeń prowadzonych przez wymiar sprawiedliwości USA i Niemiec na posiedzeniu rady nadzorczej Volkswagena 22 kwietnia przewidziane jest przedstawienie kwalifikowanego sprawozdania. Ustalony będzie także sposób, w jaki poinformujemy opinię publiczną - powiedział niemieckiej prasie Stephan Weil, premier Dolnej Saksonii, który z urzędu wchodzi w skład rady nadzorczej VW.

We wskazaniu winnych za skandal z pomiarem spalin w silnikach TDI ma pomóc raport przygotowany przez amerykańską kancelarię prawniczą Jones Day.

150 tys. samochodów w Polsce

Wcześniej Volkswagen informował, że sprawa "niewłaściwego oprogramowania" może w skali globalnej dotyczyć nawet 11 mln samochodów z silnikiem Diesla (jednostka 2.0 TDI - EA 189 produkowana w latach 2012-2015). Wysokoprężne serce jest montowane w autach marek VW, Audi, Skoda i Seat.

Na początku 2016 roku rozpoczęła się akcję naprawcza. W Polsce podlega jej ok. 150 tysięcy samochodów grupy Volkswagen.

O manipulacjach polegających na zaniżaniu danych o emisji szkodliwych substancji przez specjalne oprogramowanie poinformowała we wrześniu 2015 roku amerykańska federalna Agencji Ochrony Środowiska (EPA) - początkowo mówiło się o niemal 500 tys. aut z jednostkami TDI w USA. Redukcja szkodliwych związków była uruchamiana tylko w czasie oficjalnych testów, od których zależało dopuszczenie aut do ruchu w USA. Podczas normalnej jazdy silniki emitowały znacznie więcej nieoczyszczonych spalin, niż w trakcie prób.