- Rok 2015 był najbezpieczniejszym rokiem w ruchu drogowym od kilkudziesięciu lat. Co istotne, to kolejny rok w którym odnotowano poprawę stanu bezpieczeństwa na polskich drogach - mówi dziennik.pl Łukasz Majchrzak, naczelnik wydziału analiz Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). 

Jego zdaniem jednym z istotnych czynników który wpłynął na poprawę bezpieczeństwa było zbudowanie w latach 2011-2015 systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym GITD. Pokazują to m.in. dane o wypadkowości w obrębie lokalizacji objętych nadzorem fotoradarów. Zestawienie danych z lat 2008-2012 (przed instalacją urządzeń) z tymi z lat 2013-2015, ukazuje średnio 44 proc. spadek liczby ofiar śmiertelnych (w okolicy fotoradarów). Statystyki wypadków spadły o 32 proc., a statystyki osób rannych obniżyły się o 39 proc.

- Odnosząc się do 2011, czyli do roku w którym CANARD rozpoczęło działania kontrolne, wyraźnie widać, że wcześniej zaobserwowany trend wzrostu liczby wypadków w Polsce został zatrzymany. A w kolejnych latach funkcjonowania i rozbudowy systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym poziom bezpieczeństwa systematycznie wzrastał - podkreśla Łukasz Majchrzak.

Niemal 330 tys. mandatów. W tym 400 dziennie za przejazd na czerwonym

Osiągniecie historycznego wyniku nie byłoby możliwe bez… utemperowania kierowców. Jak ustaliliśmy w 2015 roku pracownicy GITD wystawili 328 tys. mandatów - blisko 100 tys. mniej niż w 2014 r. (liczba ta może zawierać też informacje o karach nałożonych na podstawie zdjęć z wcześniejszego okresu).

- W minionym roku ITD zarejestrowała mniej naruszeń mimo że montowane były nowe urządzenia. To oznacza, że zmieniają się zachowania kierowców, na które istotny wpływ, obok kampanii informacyjnych oraz przepisów, mają także fotoradary - mówi Majchrzak.

W 2015 r. Inspekcja Transportu Drogowego zamontowała 52 nowe stacjonarne fotoradary - teraz jest ich 400. Dodatkowo w połowie listopada uruchomiono 20 nieoznakowanych rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle i pierwsze z 29 odcinkowych pomiarów prędkości. Efekt? Do końca ubiegłego roku, czyli przez półtora miesiąca funkcjonowania, nowe elementy systemu uchwyciły odpowiednio 17,5 tys. oraz 3250 naruszeń.

Co ważne, 20 punktów kontroli przejazdu na czerwonym świetle, umiejscowionych między innymi na skrzyżowaniach, nie jest oznakowane jak na przykład klasyczne fotoradary. Znana jest jedynie ich lokalizacja - dlatego kierowcy albo muszą nauczyć się jeździć zgodnie z przepisami, albo pamiętać mapę rozmieszczenia rejestratorów.

1,1 mln zdjęć - mniej niż wcześniej, ale wciąż dużo!

Najwięcej przejazdów na czerwonym świetle zarejestrowano w miejscowościach: Marki (1950), Jabłonna (1900) i Komorniki (1600).

W przypadku odcinkowego pomiaru prędkości: w Łuszczowie (1500 naruszeń), w Łosiowie (950) i Karniewie (650).

Jeżeli chodzi z kolei o klasyczne fotoradary, to najwięcej zbyt szybkich kierowców złapano w miejscowościach: Gaj (25 tys.), Piasek (22 tys.) i Koziegłowy (21,5 tys.). 

Majchrzak podkreśla, że zmniejszeniu uległa nie tylko całkowita liczba rejestrowanych naruszeń, ale także średnia dzienna liczba ujawnianych wykroczeń: - W połowie 2012 r., czyli na początku instalacji nowych fotoradarów, jedno urządzenie wykonywało średnio ponad 60 zdjęć na dobę. Aktualnie wskaźnik ten wynosi około 10 zdjęć na dobę

Ciekawostką jest fakt, że urządzenia systemu CANARD w zeszłym roku zarejestrowały 1,1 mln naruszeń przepisów (o 400 tys. mniej niż w 2014 r.), które następnie poddano weryfikacji i w oparciu o które wygenerowano 665 tys. wezwań do właścicieli pojazdów (210 tys. mniej niż rok wcześniej).

Różnicę między zarejestrowanymi przekroczeniami a liczbą wysłanych wezwań Majchrzak tłumaczy negatywną weryfikacją zdjęć, na których fotoradar uwiecznił zagraniczne numery rejestracyjne bądź pojazd uprzywilejowany (np. ambulans). Także nieczytelna fotografia czy też niepełne dane właściciela z Centralnej Ewidencji Pojazdów były podstawą do odrzucenia zdjęcia. Dodaje przy tym, iż wynika to wprost ze specyfiki funkcjonowania systemu fotoradarowego i jest czymś absolutnie normalnym w sytuacji prowadzenia postępowań w oparciu o materiał zdjęciowy.

Lista "rekordzistów" 2015

W 2015 roku nie zabrakło niechlubnych rekordzistów. Jak wylicza Majchrzak do największych przekroczeń prędkości ujawnionych w 2015 roku przez system doszło m.in. 6 lipca w miejscowości Paniówki gdzie fotoradar zarejestrował auto, którego kierowca przekroczył prędkość o 153 km/h (213 km/h przy ograniczeniu prędkości do 60 km/h). Sprawa trafiła do sądu i zakończyła się wyrokiem skazującym. Sprawa drugiego z rekordzistów jest jeszcze wyjaśniana - ten kierowca został złapany przez fotoradar 11 grudnia w miejscowości Wanaty kiedy pędził autem 218 km/h na ograniczeniu do 70 km/h (przekroczył prędkość o 148 km/h). "Brązowy medal" zdobył zagraniczny kierowca, który 12 czerwca w miejscowości Jędrzychowice jechał z prędkością 190 km/h na ograniczeniu prędkości do 50 km/h.

Palny na przyszłość? Co dalej z ITD?

Na razie ministerstwa rządu premier Beaty Szydło kłócą się o fotoradary i likwidację ITD. Odmienne wizje mają resort infrastruktury i resort spraw wewnętrznych. O ile ten pierwszy twierdzi, że ITD nie zostanie zlikwidowana (pozostanie w strukturach MIiB; zadania związane z fotoradarami przejmie od ITD policja), o tyle Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nadal twardo obstaje przy rewolucji ogłoszonej pod koniec 2015 roku. W grę wchodzi m.in. likwidacja ITD. - Obecnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, przygotowuje projekt ustawy mówiący o włączeniu ITD do Policji - mówi Małgorzata Woźniak, rzeczniczka resortu kierowanego przez ministra Mariusza Błaszczaka. 

Pod koniec 2015 roku ustaliliśmy, że Główny Inspektorat Transportu Drogowego wystąpił do rządu o ok. 180 mln zł na rozbudowę systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Jak usłyszeliśmy sieć urządzeń automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym w Polsce w przyszłości może być większa i prawdopodobnie nie będzie ograniczać się jedynie do dróg krajowych. - Nowa perspektywa mówi już nie tylko o drogach krajowych, ale o krajowej sieci drogowej co pozwala nam wejść na drogi inne niż krajowe, czyli na wojewódzkie i powiatowe. Nie ma sztywnego ograniczenia - co jest dobre ponieważ na drogach niższej kategorii również istnieją niebezpieczne miejsca wymagające nadzoru - powiedział nam wówczas Marcin Flieger, dyrektor CANARD.