Zasada pierwsza

– Wspólnie porozmawiajcie o nadchodzącej podróży
– Przejedźcie trasę palcem po mapie
– Omówcie atrakcje, które są na waszym szlaku

Rodzinna wyprawa, to nie powinien być dla dzieci wyjazd z "rodzicielskim biurem podróży", na którym znudzeni pasażerowie są wożeni z punktu A do punktu B, z utęsknieniem czekając jedynie na kąpiel w basenie. Wszyscy jesteśmy członkami ekipy, i choć rodzice podejmują ostateczne decyzje, to wspólnie możemy ustalić marszrutę, żeby znalazły się na naszej trasie miejsca, które nas ciekawią, i o których marzymy. Warto jest zasiąść przy kuchennym stole z dzieciakami i odbyć taką podróż palcem po mapie. Zobaczyć co mamy na trasie, jakie miejscowości, zamki, parki rozrywki, góry, morza, itd… Oczywiście – to rodzice powinni się do takiej rozmowy dobrze przygotować, żeby wiedzieć czym można zaciekawić dzieciaki.

Zasada druga

Zapakuj się z głową

– Mniej znaczy czasem "lepiej"
– Zacznij pakowanie od wyboru walizki lub torby
– Zostaw miejsce na pamiątki z podróży

Nie powiem "weź to, a tamtego nie". Ale użyj wyobraźni i przypomnij sobie ile ubrań, na ostatniej wycieczce przejechało się w tę i z powrotem w walizce. Wiem… Duży bagażnik kusi, żeby zabrać "wszystko". Bo przecież "może się przydać". Ale w podróży – tak jak w życiu – czasem mniej znaczy lepiej. Dlatego zacznij pakowanie od wyznaczenie sobie bagażu, do którego się spakujesz. I bądź bezwzględny. W razie czego możesz coś dokupić na miejscu – T-shirt kupiony na nadmorskim deptaku będzie miłą pamiątką, a jednocześnie możesz wziąć jedną koszulę mniej. Ceny jedzenia i ubrań są w całej Europie podobne.

Zasada trzecia

Mądrze poukładaj bagaże

– Potrzebne rzeczy powinny być łatwo dostępne

To nie mniej ważne, niż pakowanie. A może i ważniejsze. Postaraj się przewidzieć czego będziesz potrzebować w podróży (musi być pod ręką), a czego użyjesz dopiero po dojechaniu na miejsce (i to powędruje do środka walizki). Nie ma nic bardziej frustrującego, niż nieprzewidziany postój, gdy dziecko szczęśliwie nam zasnęło, a my orientujemy się, że kocyk jest na dnie walizki w bagażniku. Albo zastanawiamy się gdzie się podziała samochodowa ładowarka do telefonu? A mokre chusteczki, bo nasze dziecko właśnie umazało się kanapką
z nutellą i za chwilę wytrze rączki w tapicerkę.

Zasada czwarta

Dobry fotelik – podstawa zdrowia i komfortu

Restrykcyjnie przestrzegam przepisu dotyczącego wożenia dziecka w odpowiednim foteliku. Po doświadczeniach z lat '90 wybieram zawsze foteliki z isofixem, czyli dopinane do metalowych klamer wbudowanych w tylną kanapę. Gdy dziecko jest małe - do 18 kg, używałem dodatkowo fotelików wpinanych w bazę, z metalowym wspornikiem stabilizującym. Takie rozwiązanie ma najwyższą klasę bezpieczeństwa. Zwróćmy też uwagę na to, by fotelik miał boczne wsporniki i kontrolowane strefy zgniotu od strony drzwi. No i musi być wygodny, bo nasze dziecko będzie w nim spędzało cały czas podróży w samochodzie. Musi się dać pochylić do tyłu na czas drzemki i wyprostować, gdy maluch będzie ciekawie spoglądał przez okno.

Zasada piąta

Bezpieczeństwo

– Ruszaj w trasę wyspany i wypoczęty
– Samochód musi być sprawny
– Nie przekraczaj dozwolonej prędkości
– Zawsze, ale to zawsze zapinaj pasy

To oczywistość, ale nie można o tym zapomnieć. Wyśpijmy się przed drogą (pakowanie last minute, to gwarancja nerwów i kiepskiej nocy). Samochód musi być sprawny i czysty. Przekraczanie prędkości z dziećmi na pokładzie, to łagodnie mówiąc – nieodpowiedzialność. Pasy bezpieczeństwa zapinajmy zawsze – pamiętajmy, że dzieci nas bardzo, ale to bardzo uważnie obserwują i będą kopiować nasze zachowania. Kilka dni temu byłem świadkiem wypadku. Samochód jadący tuż przede mną "złapał pobocze" na drodze biegnącej przez pustynię Negev w Izraelu. Zjechał z asfaltu i trzykrotnie przekoziołkował. Kierowca nie miał zapiętych pasów i wystrzelił jak z katapulty przebijając własnym ciałem przednią szybę. Pasażerka miała pasy zapięte i po chwili wyszła z samochodu o własnych siłach.

Zasada szósta

Festina lente

– Zaplanuj postoje co 2-2,5h
– Przemyśl trasę, by nie jechać dłużej niż 6h w ciągu dnia
– Dodaj godzinę na nieprzewidziane postoje

Śpiesz się powoli i zapomnij o tym, jak połykaliście setki kilometrów dziennie, gdy podróżowaliście jako zakochana, bezdzietna para. Zastanów się jak długo dziecko wytrzyma w foteliku. Inaczej to wygląda z niemowlakiem, który zasypia twardo i potrafi przespać w samochodzie 4-5 godzin bez przerwy, a potem potrzebuje co najmniej 45 minut na karmienie, przewijanie i raczkowanie. Inaczej z młodzieżą, której wystarczą – tak jak dorosłym – 15-minutowe przerwy co 2,5h. A inaczej z maluchami, które dopiero co odzwyczaiły się od pieluszki i trzeba czujnie reagować na ich potrzeby fizjologiczne, a najlepiej profilaktycznie zatrzymywać się co półtorej godziny. Ja zakładam, że przejadę z dzieckiem maksymalnie 6h dziennie. Jeśli muszę przejechać 8h, to staram się to dzielić na dwie części po 4h, z czterogodzinnym intensywnym zwiedzaniem w środku (czyli rano jadę 4h, potem zwiedzamy, jemy, "męczymy" dziecko, by popołudniowe 4h spędziło drzemiąc w foteliku. Zawsze też dodajmy sobie godzinę (a raczej ujmijmy z bilansu kilometrów) na nieprzewidziane postoje "techniczne" – na siusiu, albo w ciekawych miejscach – patrz punkt 8.

Zasada siódma

Wrzuć na luz i postaw na dobry humor

– Unikaj w samochodzie drażliwych tematów
– Nastaw się pozytywnie

Rodzinny wyjazd nie powinien być okazją do „wyjaśnienia sobie drobnych rodzinnych nieporozumień” – czyli mówiąc wprost – do awantur. Rozumiem, że jeśli na co dzień nie mamy zbyt wielu okazji do tego, by pobyć ze sobą razem i porozmawiać, to kusi nas, by skorzystać z okazji i upomnieć syna, żeby się nie obijał bo z matematyki ma już trzecie nieprzygotowanie, a ulubione buty mamy znalazły się „cudem” w szafie córki. I to ze złamanym obcasem. Absolutnie unikajmy też kłótni i „wypominków” małżeńskich. Chyba, że koniecznie chcemy mieć zepsuty urlop. Na okrętach brytyjskiej marynarki wojennej obowiązuje całkowity zakaz rozmów o polityce i religii, dobrze byłoby wprowadzić w samochodzie zakaz rozmów o przykrych i antagonizujących rodzinę rzeczach. Nastawmy się pozytywnie. Dotyczy to też kierowcy, który nie powinien udowadniać innym użytkownikom dróg, że to on jest królem szosy.

Zasada ósma

Nawigator i kaowiec mają zawsze rację

– Zaopatrz się przed drogą w papierowe mapy i przewodniki
– Znajdź w internecie i ustaw na tablecie ciekawostki o regionie, przez który przejeżdżasz
– Włącz starsze dzieci w role przewodników

Tak jak rolą kierowcy jest bezpieczne przewiezienie całego towarzystwa z punktu A do punktu B, to równie ważną funkcję spełnia nawigator i kaowiec. (Nie precyzując kim jest mama, a kim tata – zresztą zdrowo by było, by zamieniali się przy kółku i na fotelu nawigatora). Papierowe mapy i atlasy, to oprócz przydatnej nawigacji GPS – podstawa. I dają szansę na szersze spojrzenie na przestrzeń, którą połykamy. Doskonale sprawdzają się też przewodniki. My mamy zwyczaj, że nawigator jest równocześnie pilotem turystycznym i kaowcem. Czyta z przewodników (albo z internetu) ciekawostki o mijanych miejscowościach, o kulturze kraju, zwyczajach, historii. Dzięki temu wpadamy czasem na genialne pomysły, by stanąć przy jakiś niezwykłych miejscach. Czasem rozdzielamy role i rolę nawigatora przejmuje starsze dziecko – jest dumne i potrzebne – to ono odpowiada na nieśmiertelne pytanie: "daleko jeszcze?". Wypatruje też znaków przy drodze i liczy kilometry. Kaowiec może w tym czasie zaśpiewać przebój dnia (przeboje – patrz punkt 11).

Zasada dziewiąta

Najwyższą formą organizacji jest improwizacja

– Bądź otwarty i kreatywny
– Nie trzymaj się twardo wymyślonego planu A
– Plan B, albo nawet C może być równie ciekawy

Jazzmani wiedzą, że zachwycającą improwizację na koncercie poprzedzają lata mozolnych ćwiczeń wprawek i to, co słuchacz odbiera jako swobodny, harmonijny układ dźwięków, to efekt zastosowania znanych muzykowi skal i umiejętność łączenia akordów. Zawsze miej plan A, B i C, żeby w razie czego spokojnie skorygować ambitne plany podróżnicze, jeśli zajdzie coś niespodziewanego. Dziecko zaczyna kaszleć, boli je brzuch, dostało gorączki? – spokojnie, mamy kartę EKUZ i wykupione ubezpieczenie, a w najbliższym mieście jedziemy do szpitala na ostry dyżur. Na kempingu, na którym chcieliśmy się zatrzymać nie ma już miejsc, albo są w łazienkach przerażające „mięsne” pająki? – spokojnie – wiemy, że 10 kilometrów dalej jest inny kemping. Dziecko na tylnym siedzeniu zielenieje i słabym głosem mówi, że mu niedobrze? – podajemy mu specjalnie w tym celu przygotowaną torebkę i szukamy najbliższego zjazdu z autostrady.

Zasada dziesiąta

Dopasuj jedzenie

– Pamiętaj o lekkim, pożywnym śniadaniu przed drogą
– Jedz często, małe porcje, najlepiej na postojach co 2h
– Unikaj gazowanych napojów i zbyt pikantnego jedzenia.
– Pij dużo wody

To jedna z najistotniejszych spraw w podróży. Większość z nas w podróży ma wilczy apetyt i trzeba na to wziąć poprawkę. Ale… I tych "ale" jest bardzo wiele. Przejedzenie może skutkować złym samopoczuciem, albo wręcz nudnościami. Większość dzieci cierpi na chorobę lokomocyjną, więc dopychanie się w przerwie podróży kiełbaskami, czy ostrym kebabem jest pomysłem z gatunku "bardzo kiepskich". U nas sprawdzają się poczciwe, dobre kanapki. Czasem w wersji obiadowej – z kotletem (Magda jest okazjonalną wegetarianką, to znaczy, że robi dla siebie kanapkę z serem, a potem proponuje mi, żebyśmy się zamienili). Lepiej jest – generalnie – jeść mniej, a częściej. Choćby i coś przekąsić na każdym postoju (żeby uniknąć jedzenia w samochodzie). Do picia – zdecydowanie – woda. Absolutnie nie słodkie, gazowane napoje, które mogą wzmóc ochotę na wymioty. Czekolada – nie!

Zasada jedenasta

Pozwól na realizację marzeń

– Każdy członek rodziny ma prawo do własnych marzeń

Ja uwielbiam jedzenie w małych, lokalnych knajpkach. Moja żona jest w stanie nadrobić sto kilometrów, żeby zobaczyć piękny, barokowy kościół ukryty wśród malowniczych pól. Dzieci kochają kempingi z basenem (na południu Europy niemal wszystkie są z basenami), potrafią też głośno odliczać każdy kilometr, który przybliża ich do wymarzonego McDonaldsa. Jeśli potrafimy zdefiniować pragnienia całej rodziny i nanieść je na naszą marszrutę, to wszyscy będą mieli poczucie, że ich potrzeby są spełnione, a to jest także ICH wymarzona podróż. Nikt nie poczuje się pasażerem zmuszonym do odbębnienia męczącej katorgi. Oczywiście nie może być tak, że zawsze spełnia się WSZYSTKIE marzenia, bo inaczej pewno nie zajechalibyśmy daleko, a niektóre sprawy by się wzajemnie wykluczały. Ale bądźmy elastyczni i na czas urlopu schowajmy pryncypialność do kieszeni. Czasami osiągnięcie zamierzonego celu nie jest tak istotne, jak droga, która nas do niego prowadzi. Patrząc inaczej – jeśli naszym celem jest fajnie przeżyty rodzinny urlop, to liczy się droga – to ona jest najważniejsza.

Samochód to najlepszy przyjaciel rodziny

Pamiętaj, że gdy Twoje dziecko będzie już dorosłe, może te wakacje, w które ruszyliście razem, wspominać jako najlepsze dni swojego życia. A każda podróż formuje charakter.