Od stycznia do sierpnia 2015 roku policja wystawiła kierowcom 1 898 428 mandatów, a pieszym – 235 069, przy czym w tym ostatnim przypadku oznacza to wzrost o około 40 proc. Łącznie do tej pory mundurowi wyciągali bloczek mandatowy przynajmniej 2 133 507 razy; to o 130 581 mandatów więcej niż w 2014 roku.

Częściej używają gazu niż hamulca
Jeśli chodzi o kierowców, to najczęściej popełnianym wykroczeniem była zbyt szybka jazda – drogówka zatrzymała 974 517 osób za przekroczenie dozwolonego limitu. Najnowsze dane KGP potwierdzają również, trzykrotny wzrost liczby łapanych na wykroczeniach wobec pieszych. Policja do sierpnia bieżącego roku zanotowała niemal 70 tys. naruszeń tego rodzaju. Nie dziwią więc także wnioski z najnowszego badania Fundacji PZU przeprowadzonego w ramach akcji ”Stop wariatom drogowym”. Wynika z nich, że tylko 2 na 10 kierowców zawsze przestrzega przepisów drogowych w pobliżu przejścia dla pieszych. Co gorsze, ponad 33 proc. badanych zdarzało się przyspieszać, żeby przejechać przed oczekującym pieszym, a 61 proc. hamowało w ostatniej chwili. Kiedy na jednym pasie ruchu kierowca zatrzymywał auto przed przejściem, ponad 20 proc. kierowców przejeżdżało, nawet kiedy samochody na sąsiednim pasie się zatrzymywały.

Obowiązkiem kierowcy jest zatrzymanie się przed przejściem dla pieszych, szczególnie w sytuacji, gdy zatrzymał się pojazd na drugim pasie ruchu. Niestety, jak pokazują wyniki eksperymentu wielu kierowców tego nie robi. Tymczasem jest to jedna z najczęstszych przyczyn wypadków z udziałem pieszych. Używanie hamulca w takich sytuacjach powinno być naturalnym odruchem kierowców – mówi Andrzej Grzegorczyk, wiceprezes Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Więcej mandatów, ale mniej wypadków i ofiar
Rekordowy okazał się 2004 rok – to właśnie w nim, jeśli chodzi o ostatnie dziesięciolecie, odnotowano najwięcej wypadków i ofiar (ponad 51 tys. wypadków, 5 tys. ofiar śmiertelnych). Po nim nastąpił spadek, utrzymujący się do 2006 roku. W 2007 roku statystyki pokazały wzrost liczby wypadków i ich ofiar (w latach 2008–2010 zanotowano ponowny spadek, aż do 2011 roku – ponowny wzrost).

Od 2012 roku maleje liczba wypadków drogowych i ich ofiar. Utrzymanie tendencji spadkowej potwierdzają tegoroczne statystyki KGP – do sierpnia 2015 roku na polskich drogach doszło do 17 857 wypadków, w których zginęło 1534 osoby, a 21 802 zostało rannych – to odpowiednio o 1460 zdarzeń mniej niż rok wcześniej (19 317 wypadków, 1683 zabitych i 23 711 rannych).

Polska na tle krajów Unii Europejskiej ciągle jest na szarym końcu tabeli. Dobrze, że spada liczba wypadków i ofiar, ale niestety charakter tych wypadków i ich ciężar są niestety większe – komentuje dla Dziennik.pl Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Wynika to z tego, że auta są coraz mocniejsze i szybsze, a brakuje umiejętności i wyobraźni.

Jak podkreśla, wzrosły też koszty związane z konsekwencjami wypadków: na 2015 rok przewiduje się, że osiągnął wartość aż 50 mld zł.

Co piąty zabity pieszy w UE zginął nad Wisłą
I chociaż statystyki KGP potwierdzają utrzymanie tendencji spadkowej i poprawę bezpieczeństwa na drogach, to jednak w dalszym ciągu Polska ma znacznie wyższy wskaźnik poziomu zagrożenia niż w innych krajach Unii Europejskiej. Liczby nie kłamią – z danych policji za 2015 rok wynika, że 30 proc. ofiar śmiertelnych to piesi. W ocenie ekspertów Komisji Europejskiej, co piąty zabity pieszy w UE zginął na drodze nad Wisłą. Szacuje się, że w ciągu roku to ponad 1,1 tys. osób.

Trzeba jednak zaznaczyć, że piesi także mają sobie coś do zarzucania – do tej pory w 2015 roku spowodowali 1335 wypadków (w 286 przypadków po alkoholu), w których śmierć poniosło 193 osób, a 1172 zostało rannych. Najczęstszymi przyczynami nieszczęść z ich udziałem były: nieostrożne wejście na jezdnię przed nadjeżdżający samochód i zza pojazdy przeszkody, przechodzenie w niedozwolonym miejscu i na czerwonym świetle. Niemal 100 razy powodem było „stanie na jezdni lub leżenie”.

Powstaje więc pytanie, czy miliony mandatów, armia policjantów i ostrzejsze prawo nauczą Polaków bezpiecznego zachowania w ruchu drogowym?

Same kary, sama restrykcyjność nie prowadzi do zmiany poglądu na dany temat i nie skutkuje zmianą postawy – mówi Dziennik.pl Andrzej Markowski, psycholog ruchu drogowego, zaangażowany w kampanię "Stop wariatom Drogowym". – Są kraje, w których sukces osobisty mierzony jest „prawem” do łamania norm i reguł. Doskonałym przykładem może być to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą: te same przepisy, a stosunek do nich różny niż w Polsce. A wszystko dlatego, że łamanie prawa tamtejszym kierowcom pozwala poczuć się lepiej, daje poczucie bycia wybrańcem, poczuć się, że są w elicie. Ba, policja w Rosji jest bardziej restrykcyjna niż w Polsce, a to wcale nie wpłynęło na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym – podkreśla.

Jego zdaniem, restrykcyjność to tylko jeden z elementów prowadzących do zmiany zachowania w ruchu drogowym, bo cześć kierowców będzie bardziej uważna tylko w pobliżu fotoradarów – kiedy zorientują się, że nie są kontrolowani, to na prostym odcinku rozpędzą się do 180 km/h, tylko po to by odzyskać poczucie własnej wartości.

Pokaż mi jak jeździsz, a powiem ci kim jesteś
W opinii psychologa ogromne znaczenie na zachowania kierowcy mają też jego najbliżsi – ludzie z których zdaniem się liczy i na których mu zależy.

Najlepiej pokazała to akcja PZU, która włączyła do współodpowiedzialności tych, którzy towarzyszą kierowcy – mówi Markowski. – Jeżeli kierowca wie, że jego postępowanie zostanie ocenione przez najbliższych, to nie będzie robił z siebie wariata na drodze. Najbliżsi są w stanie dostrzec śmieszność naszego zachowania – dodaje i jednocześnie wskazuje, że sytuacja się zmieni, kiedy tylko wokół kierowcy będą obcy ludzie.

W opinii eksperta PZU, ruch drogowy jest tym obszarem, który pokazuje prawdę o nas samych – na drodze wychodzi prawdziwa natura człowieka. Trawersując znane powiedzenie, można stwierdzić: ”pokaż mi jak jeździsz, a powiem ci kim jesteś”.

Polacy są jeszcze niestety w obszarze oddziaływania mechanizmów charakterystycznych dla wschodnich satrapii, mongolskich: kto wyżej w hierarchii, ten ma więcej praw, kto niżej – mniej. W efekcie ci drudzy muszą sobie udowadniać, że coś jeszcze od nich zależy. Gdzie najłatwiej to zrobić? Oczywiście w ruchu drogowym – stąd tak duża liczba przekroczeń prędkości, czy przechodzenia przez pieszych w niedozwolonych miejscach lub na czerwonym świetle – mówi psycholog. To dowodzi, że wcale nie nieuchronność kary i jej wysokość decydują o zmianie zachowania.

Jak podkreśla, restrykcje są skuteczne w przypadku psychopatów, a ci stanowią od 2 do 4 proc. społeczeństwa; takimi klasycznymi przykładami zachowań psychopatycznych są np. szalony wyścig ulicami Warszawy, który urządził Frog czy blokowanie drogi przez kierowców ciężarówek podczas wyprzedzania na krajowej ósemce.

Większość ludzi za kierownicą potrafi powstrzymać się od zachowań, które są niebezpieczne dla nich i dla otoczenia. Psychopaci nie – i dlatego też w stosunku do nich rzeczywiście powinny być stosowane surowe kary – kwituje Markowski.

Materiał powstał przy współpracy z  

Zobacz serwis Stop Wariatom Drogowym