Najnowsze dane dotyczące 2015 roku zebrane przez KGP do połowy sierpnia mówią o 4342 wypadkach z udziałem pieszych, w których rannych zostało 4140 osób, a 402 poniosło śmierć - dowiedział się dziennik.pl. Co prawda trwa tendencja spadkowa i to o 340 wypadki mniej w porównaniu do analogicznego okresu 2014 roku, ale nie zmienia to faktu, że właśnie na polskich drogach ginie co piąty pieszy w Unii. Komisja Europejska szacuje, że w ciągu roku jest to ponad 1100 osób.

Skąd wciąż tak kiepskie notowania Polski na tle innych krajów? Wygląda na to, że sami sobie jesteśmy winni - zarówno kierowcy, jaki i piesi. Z najnowszego badania Fundacji PZU przeprowadzonego w ramach akcji „Stop wariatom drogowym” wynika bowiem, że około połowa ankietowanych kierowców przyznaje, że zdarza im się nie zwalniać i nie zwracać szczególnej uwagi na znaki drogowe w pobliżu przejścia. Co więcej, dane pokazują, że 60 proc. kierowców nie zawsze zatrzymuje się gdy w pobliżu drogi jest pieszy. Jednak z demona w anioła zmieniają się, gdy mijają miejsca, w których mogą spotkać swoich bliskich - wtedy bezpieczniej prowadzą samochód.

Badanie pokazało równocześnie dużą skalę poważnych wykroczeń popełnianych przez pieszych. Aż 28 proc. wychodzi przed nadjeżdżający samochód i wymusza pierwszeństwo. Co czwarty badany przyznaje, że nie zawsze stosuje się do sygnalizacji świetlnej, a 27 proc., że nie zawsze dokładnie rozgląda się, zanim wkroczy na jezdnię.

Niestety to nie wszystkie ciężkie występki, jakie mają na sumieniu uczestnicy ruchu drogowego w Polsce. Dziennik.pl o największych grzechach kierowców i pieszych oraz ich wzajemnych obowiązkach rozmawiał z mł. insp. Markiem Konkolewskim z Komendy Głównej Policji.

Tomasz Sewastianowicz: Policja często mówi, że sprawca potrącenia pieszego „nie zachował szczególnej ostrożności”. Czy to nie zbyt ogólne pojęcie - wytrych, który mieści się w jednej linijce notatnika drogówki? Jak w takim razie powinien zachowywać się kierowca?

Marek Konkolewski: Dojeżdżając do wyznaczonego przejścia dla pieszych, kierowca ma prawny obowiązek „zachowania szczególnej ostrożności”. Co to znaczy? W miarę potrzeby, oceniając sytuację na drodze, powinien zwolnić, bacznie obserwować otoczenie przejścia dla pieszych, które tak naprawdę należy do miejsc szczególnie niebezpiecznych. Szczególna ostrożność polega też na tym, że prowadzący auto trzyma kierownicę oburącz, by w razie sytuacji podbramkowej wykonać poprawnie manewr obronny (uniknąć zderzenia). Mimo że jest to prawnie dozwolone, w tym czasie nie powinien korzystać z zestawu głośnomówiącego - najlepiej przerwać rozmowę. Ale także nie dyskutować z pasażerami, a tym bardziej nie odwracać głowy do tyłu. Także muzyka nie powinna być ustawiona zbyt głośno.

I to wystarczy?

- Trzeba też pomyśleć o tym, czy to, że chcemy przepuścić pieszego i zatrzymamy się przed przejściem, nie zmusi innych samochodów jadących za nami czy z przeciwka do nagłego hamowania. Czy te auta zdążą zatrzymać się w bezpiecznej odległości i również przepuścić pieszego. Reasumując: to jest właśnie prawidłowe zachowanie kierującego.

Czy kierowca zawsze musi się zatrzymać przed „zebrą”?

- W obecnym stanie prawnym, jeżeli pieszy oczekuje przed przejściem lub dochodzi do przejścia (wszystko jest zależne od tego, z której strony do kierunku jazdy), to nie należy bezkrytycznie zatrzymywać się przed każdym przejściem i przepuszczać pieszego zachęcającym gestem ręki „proszę, droga wolna”. Najlepiej można to opisać na przykładzie jezdni jednokierunkowej, gdzie mamy wyznaczone dwa albo trzy pasy ruchu - pieszy zaproszony przez kierowcę wchodzi na przejście i nie patrzy na to, co dzieje się na środkowym i lewym pasie. A stąd do nieszczęścia już są tylko milimetry…

Klasyczny przykład niedźwiedziej przysługi. A jakie są obowiązki pieszego wobec kierowców?

Jeżeli pieszy chce przejść na drugą stronę ulicy i korzysta z wyznaczonego przejścia, to także ma prawny obowiązek zachowania szczególnej ostrożności. Musi się upewnić - spojrzeć w lewo, w prawo, w lewo i powinien ocenić prędkość jadącego samochodu, odległość auta od wyznaczonego przejścia dla pieszych, przekalkulować czas, w jakim pojazd dojedzie do pasów i czas jaki jest potrzebny do przejścia na drugą stronę drogi. Nie może nagle wchodzić na przejście.

Najcięższe grzechy pieszych?

Na głowie kaptur, w uszach głośna muzyka ze słuchawek - nic nie widzę, nic nie słyszę, a to wszystko w trakcie przechodzenia przez przejście. Takie zachowania również wpływają na pogorszenie bezpieczeństwa. Przecież pisząc sms czy rozmawiając przez telefon, można się zagapić i wejść na czerwonym świetle tuż pod pędzący samochód. Pieszy, podobnie jak kierowca, powinien być skoncentrowany.

Chcesz przejść? Nie rozmawiaj przez telefon i zdejmij słuchawki. Twój zamiar wejścia na pasy powinien być czytelny dla kierowcy. Oczywiście nie stoisz zupełnie przy krawężniku, bo możesz poślizgnąć się i wpaść pod koła rozpędzonego samochodu - zwłaszcza jesienią, zimą. Najlepiej zatrzymać się krok, dwa przed, ale zamiar przejścia na drugą stronę jezdni powinien być jasny dla kierujących. Chęć przejścia można zasygnalizować tak jak małe dzieci podnoszące rączkę w szkole. Nie ma nic gorszego jak dwóch czy trzech pieszych stojących i rozmawiających tuż przy przejściu. Kierowcy się zatrzymują, a po kilku chwilach któryś z pieszych wreszcie się zreflektuje i macha do samochodów, by jechały dalej. Nie tędy droga - tak jak kierowca zamiar zmiany pasa ruchu sygnalizuje kierunkowskazem, tak intencje pieszego powinny być zrozumiałe dla kierujących pojazdami.

Kierowcy też potrafią zaleźć za skórę. Ekstremalne przykłady?

Najgorsza jest sytuacja, w której pieszy, np. starsza osoba, wchodzi na zielonym świetle na przejście, ma dwa lub trzy pasy ruchu do pokonania, nagle w połowie łapie go światło czerwone i… kierowcy ruszają. Pieszy albo zawraca do punktu wyjścia, albo przyspiesza lub przebiega. W takiej sytuacji należy pewnym zdecydowanym krokiem kontynuować przejście na drugą stronę ulicy, bo to pieszy ma pierwszeństwo - w końcu nie każdy pokonuje odległość półtora metra w ciągu sekundy, starsi ludzie chodzą znacznie wolniej.

Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?

Do bardzo chamskich zaliczam zachowanie kierowców, którzy widząc szczególnie starszą osobę w połowie przejścia, nagle dostają zielone światło i ruszają z lewego, i prawego pasa jezdni. Pieszy jest usidlony na środku pasów i nie wie, co ma ze sobą zrobić - mówimy wówczas o tak zwanym breakdance na przejściu. Niektórzy kierowcy trąbią i naciskają na gaz, by człowieka wystraszyć - to żenujące zachowanie.

W nieformalnym konflikcie na linii pieszy kontra kierujący obie strony powinny pamiętać o tym, że kierującym się bywa, a pieszym jest każdy. Kierowca, który siedzi we wnętrzu komfortowego samochodu, musi sobie uświadomić, że za godzinę lub później sam zaparkuje samochód i stanie się pieszym, a wówczas jest obrażony na cały świat, że inni kierowcy go nie przepuszczają. Nawet najlepsze przepisy prawa nie zastąpią rozumu, wyobraźni i kultury. Każdy wypadek to suma różnych zdarzeń, a wielu można uniknąć.

Materiał powstał przy współpracy z  

Zobacz serwis Stop Wariatom Drogowym