Hinduski koncern Tata Motors do którego należy brytyjski Jaguar Land Rover (JLR) zdecydował, że jego fabryka samochodów powstanie nie w Polsce, a na Słowacji. Obie strony podpisały list intencyjny w sprawie nowej inwestycji opiewającej na ponad miliard funtów (ok. 6 mld zł). 

JLR w oficjalnym komunikacie stwierdził, że nowy zakład powstanie w miejscowości Nitra na zachodzie Słowacji. Taśmy mają ruszyć w 2018 roku, a docelowa produkcja to 300 tys. nowych aut rocznie. Przedstawiciele koncernu w swoim stanowisku zaznaczają, że wybór Słowacji był podyktowany dogodną lokalizacją podwykonawców i dobrą infrastrukturą logistyczną.

Co na to wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, który opowiadał o hinduskim inwestorze i nowej fabryce luksusowych aut w Polsce, która miała być największa w historii?

- Na finiszu negocjacji strona słowacka przedłożyła takie warunki wsparcia publicznego, takiej wysokości, że w naszym polskim rachunku kontynuowanie dyskusji byłoby niepotrzebne - tłumaczył Piechociński podczas konferencji prasowej. - Rozłożenie korzyści i nakładów byłoby irracjonalne z punktu widzenia nie tylko miejsc pracy, które zostałyby utworzone, ale także obciążeń dla budżetu w przyszłości. Nie walczymy o inwestora za wszelką cenę - powiedział.

Na wcześniejszych działaniach wicepremiera Piechocińskiego suchej nitki nie zostawia Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich, który stwierdził, że nie powinno się opowiadać o takich inwestycjach, zanim nie zostaną one sfinalizowane.

- Jest to bowiem sygnał dla konkurentów, którzy w takiej sytuacji mogą przebijać stawkę. Tak prawdopodobnie się stało - przypuszcza Groszek. W ocenie eksperta takie zachowanie to swoisty nieprofesjonalizm w kategorii bankowości inwestycyjnej. Wiceprezes ZBP przypuszcza, że politycy, przekazując te informacje, chcieli coś ugrać.

Informację o wyborze Słowacji przez JLR jako pierwszy podał "Financial Times", w komentarzu dziennika można przeczytać, że ta decyzja to "cios dla Polski, nie tylko dlatego, że ministrowie polskiego rządu przez kilka miesięcy przekonywali, że fabryka trafi tutaj".