Udawali, że mają problemy z autem, a kiedy kierowca zatrzymywał się, by im pomóc, okradali jego samochód. Udowodniono im 120 kradzieży. 

Jadący kierowca zwykle widział samochód z otwartą maską i mężczyznę rozpaczliwie szukającego pomocy. Aby zmniejszyć czujność, proszącemu o ratunek towarzyszyło dziecko albo młody chłopak. - Byli podzieleni na grupy. W każdej obowiązywała ta sama hierarchia: jeden był kierowcą, inny pasażerem, a inny okradał auto - wyjaśniał komisarz Jordi Borull.

Poinformował, że w tym roku łupem złodziei najczęściej padały zagraniczne samochody. Wcześniej w Katalonii działały podobne szajki i tamtejsi kierowcy omijali proszących o pomoc.

Rzadziej też zatrzymywali się, żeby pomóc naprawdę potrzebującym.