Bracia Marcin i Michał Bielawscy z pomocą dwóch kolegów z podstawówki stworzyli jednoślad, który nazwali po prostu "polski pojazd". Prace nad prototypem wehikułu z silnikiem spalinowym trwały dwa lata. Teraz przyszedł czas wersję elektryczną. 

Jednoślad ma nawiązywać do pierwszych motocykli z początku XX wieku, jednak obsługiwać go będzie można za pomocą smartfona. Co ważne, pojazd powstanie w Polsce, z części wyprodukowanych w Polsce i to najwyższej jakości. Dziennik.pl rozmawiał z twórcami tego niezwykłego wehikułu. 

Dziennik.pl: Odlotowy pojazd. To motocykl czy rower?

Marcin Bielawski: To rower z silnikiem wspomagającym. Silnik spalinowy i elektryczny nie zmieniają faktu, że przez prawo będzie traktowany jako rower. W związku z tym powstają ograniczenia, jak choćby prędkość maksymalna ograniczona do 25 km/h. Dlatego naszym kolejnym krokiem będzie ubieganie się o homologację dla tego pojazdu jako motorowera.

Skąd pomysł? Spełnienie marzeń z dzieciństwa?

Michał Bielawski: Od najmłodszych lat interesowaliśmy się zabytkową motoryzacją. Jako dzieciaki z kolegami jeździliśmy komarami, jawkami 50, potem jawą 250 i osą po dróżkach okolicznych łąk. Teraz tymi samymi trasami odbywamy jazdy testowe naszym rowerem wyglądającym jak zabytkowy motocykl. Co ciekawe, 8 km od Buku, skąd pochodzimy, leży Opalenica, gdzie powstał pierwszy polski motocykl - Lech.

Gdzie szukaliście natchnienia?

Marcin Bielawski: Nie ukrywamy, że przy projekcie czerpiemy inspiracje z motocykli, które powstały 100 lat temu. Stąd nie przypisujemy sobie zasług w zakresie stylistyki czy koncepcji.

Motocykle na początku XX wieku charakteryzowały się właśnie taką linią. Pierwsze Nortony, które wywarły największy wpływ na nasz projekt, czy Harleye i Indiany, miały sztywny tył, charakterystyczne silniki w układzie V lub single. To były bardzo proste konstrukcje. Z kolei rowery z silnikami spalinowymi w podobnej stylistyce są popularne w USA. Chcieliśmy jednak stworzyć coś własnego wykorzystując rozwiązania, jakie pojawiały się w konstrukcjach amerykańskich i europejskich.

Jak powstał pierwszy egzemplarz tego wehikułu?

Marcin Bielawski: Zaczęło się od wycięcia z kartonu "modelu", który przykleiliśmy do ściany, aby sprawdzić, czy proporcje nam odpowiadają - taki domowy rodzaj wizualizacji 3D. Potem w kuźni po dziadku pocięliśmy i pospawaliśmy na nowo z ram rowerowych naszą ramę. Testowaliśmy ją na polnych drogach pod rodzinną miejscowością. Wielokrotnie poprawialiśmy konstrukcję, zanim doszliśmy do pierwszego prototypu.

Jaki rodzaj napędu planujecie do pojazdu? Osiągi?

Michał Bielawski: W przypadku spalinowego jest to dwusuw 50 ccm. Jeśli chodzi o napęd elektryczny to jesteśmy na początku drogi, testy jeszcze przed nami. Prędkość maksymalna, tak jak wspomniałem, to 25 km/h

Macie już zamówienia?

Marcin Bielawski: Tak, mamy już kilku chętnych do zakupu. W czasie Motor Show w Poznaniu paru osobom odmówiliśmy sprzedaży, gdyż to w dalszym ciągu jest prototyp, który wymaga dopracowania.

Plan na przyszłość? Może stworzenie nowej marki?

Marcin Bielawski: Marka, logo, animacje wszystko jest już przygotowane, jednak chcemy ostrożnie krok po kroku wdrażać nasze plany. Stąd ogłoszenie marki nastąpi w momencie, kiedy będziemy już mieć model, z którego będziemy w 100 procentach zadowoleni. Głównie chcemy skupiać się na eksporcie do Niemiec, Japonii i USA.

Jeśli produkcja, to na większą skalę, czy na indywidualne zamówienie?

Marcin Bielawski: Przewidujemy obie formy produkcji, jednak cały czas jako manufaktura. Chcemy, by nasze pojazdy pojawiły się w wybranych sklepach na całym świcie. Będą też wersje limitowane, na specjalne zamówienie.

Każdy klient będzie przez nas traktowany wyjątkowo. Po wybraniu konfiguracji, klient będzie mógł obejrzeć proces powstawania pojazdu. Wszystko będziemy nagrywać za pomocą sześciu kamer. Odbiorca będzie miał możliwość wyboru kamery, z której chce akurat mieć podgląd.

Mogę zdradzić, że pracujemy już nad pierwszym modelem z limitowanej edycji przeznaczonej dla audiofilów. To będzie prawdziwe cacko.

Skąd będą pochodzić elementy do budowy pojazdów na sprzedaż?

Marcin Bielawski: Zależy nam na tym, aby jak najwięcej części było wykonywanych w Polsce, najlepiej ręcznie i z najlepszej jakości materiałów. Dostawcami większości elementów będą małe warsztaty rzemieślnicze. Dotyczy to ramy, sakw, błotników, zbiornika paliwa czy - w przypadku elektrycznej wersji – maskownicy, w której schowane będą akumulatory.
Podzespołów, których nie będziemy mogli zrobić u siebie, będziemy szukać najpierw w rejonie Wielkopolski, później Polski, następnie Europy, a dopiero potem gdzieś za oceanem.

Śmiały i… kosztowny plan. W jaki sposób planujecie sfinansować projekt?

Marcin Bielawski: Do tej pory pieniądze pochodziły z naszej kieszeni, wydaliśmy już kilkadziesiąt tysięcy złotych. Teraz prosimy o wsparcie internautów na PolskiPojazd.pl - wystarczy wpłacić choćby 5 zł, aby przyspieszyć prace nad wersją elektryczną.