Rząd w Berlinie chce objąć zmianami także zagranicznych kierowców, co wywołuje niepokój polskich przewoźników.

Przepisy wywołały sprzeciw nie tylko w Polsce, bo zaprotestowały przeciwko nim także kraje bałtyckie oraz Rumunia i Węgry. Wszystkie państwa argumentowały, że jest to naruszenie unijnego prawa, że nie można stosować zasad dotyczących płacy minimalnej wobec kierowców podróżujących po Europie i przejeżdżających przez Niemcy.

Współpracownicy polskiej komisarz Elżbiety Bieńkowskiej mówią, że takie też jest przekonanie w Komisji Europejskiej. Dlatego pojutrze ma ona zażądać od władz w Berlinie wyjaśnień. Co więcej Bruksela będzie domagała się szybkiej odpowiedzi. Niemcy będą miały 2 tygodnie na odpowiedź, a nie 70 dni jak przewidują unijne reguły. 

Teoretycznie sprawa może zakończyć się pozwem do unijnego trybunału i karami finansowymi nałożonymi na władze w Berlinie, jednak Bruksela chce dać im możliwość wycofania się z przepisów. Nie będzie więc publicznych połajanek, bo Niemcy to duży i ważny kraj w Unii. Komisja, jak można usłyszeć w kuluarach, chce załatwić sprawę szybko i po cichu.