Średnio ponad 1,3 tysiąca - tylu kierowcom miesięcznie drogówka próbuje zabrać prawa jazdy. Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, od kwietnia do 14 września br. funkcjonariusze - w ramach zaostrzonej polityki wobec piratów drogowych – zatrzymali 7589 dokumentów.

Jednak tylko w około połowie przypadków sędziowie przychylają się do wniosków policjantów. I wygląda na to, że szybko to się nie zmieni. W nieoficjalnych rozmowach policjanci z drogówki skarżą się, że problematyczna dla nich bywa interpretacja zdarzenia. Dla policjanta, który ujawnia wykroczenie, zachowanie kierowcy może być na tyle niebezpieczne, że od razu decyduje się napisać wniosek do sądu. Ale potem sąd, który ma 14 dni na podjęcie decyzji, nie musi się wcale do tego wniosku przychylić.

– Trudno opisać w formie zakazów i nakazów wszystkie zachowania człowieka na drodze i algorytm postępowania funkcjonariusza w każdej sytuacji – tłumaczy mł. insp. Marek Konkolewski z Biura Ruchu Drogowego KGP. – Policjant korzysta tylko z tych instrumentów, które wynikają z ustawy – Prawo o ruchu drogowym i kodeksu wykroczeń, a także tego, co ujawnił na gorącym uczynku. Nie staramy się zastępować sądów. Jeśli sprawa trafia na wokandę, to sąd jest niezawisłym organem i nie musi przychylać się do naszego wniosku – przyznaje Konkolewski.

Zaznacza jednak, że samego zwrotu prawa jazdy przez sąd nie należy traktować jako prawomocnego uniewinnienia kierowcy kończącego postępowanie. – Na tym etapie czasami sąd rzeczywiście nie zatrzymuje prawa jazdy, ale w późniejszym czasie, gdy zacznie przesłuchiwać obwinionego, świadków i policjantów, może zastosować środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów - dodaje Marek Konkolewski.

Policja zapewnia, że tak właśnie często się dzieje, choć nie posiada danych, które by to potwierdzały, i odsyła nas do sądów. Ale jeśli postępowanie nie kończy się sądowym zakazem, to równie dobrze całą sprawę można było załatwić na miejscu wysoką grzywną i punktami karnymi. – Kara i tak dość dotkliwa, a przynajmniej obyłoby się bez ciągania nas samych i kierowców po sądach - mówi nam jeden z policjantów drogowych.

Poprosiliśmy Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych o dane ze wszystkich starostw dotyczące liczby cofanych w ostatnim czasie uprawnień do prowadzenia pojazdu (powiaty mają takie dane, gdyż właściwy miejscowo starosta przejmuje prawo jazdy zabrane wcześniej przez policjanta za przekroczenie limitu punktów karnych, a także otrzymuje informacje o wyrokach sądowych). Z danych tych wynika, że mimo tendencji rosnącej w 2013 r. oraz I kw. 2014 r., począwszy od kwietnia 2014 r. (gdy rozpoczęła się akcja „Zero tolerancji”), liczba takich przypadków spada. W marcu było ich 9,4 tys. W kwietniu – 7,4 tys., a w lipcu – zaledwie 3,6 tys. To ponad trzykrotnie mniej niż w rekordowym miesiącu ubiegłego roku (październik 2013 r. – ponad 12,3 tys. cofniętych uprawnień).

W rozmowie z nami przedstawiciele PWPW zastrzegają, że dane za 2013 r. uwzględniają rowerzystów (gdy jeszcze cofano im uprawnienia za jazdę po pijanemu) oraz że niektóre sprawy sądowe mogą się przeciągać i w związku z tym z opóźnieniem trafiać do systemów starostw.

Policja zapewnia, że wnioski do sądu dotyczą kierowców, którzy w ich mniemaniu swoim zachowaniem realnie zagrażają innym użytkownikom dróg. Ale jednocześnie poważne wątpliwości wobec rzetelnej oceny sytuacji przez policjantów ma Najwyższa Izba Kontroli. W komunikacie z kwietnia tego roku stwierdziła, że ponad 40 proc. policjantów drogówki nie ukończyło wymaganego przeszkolenia specjalistycznego w zakresie ruchu drogowego. „Taki stan rzeczy może mieć wpływ na rzetelność dokonywanych przez policjantów ustaleń dotyczących zdarzeń na drodze, oceny uczestników ruchu, decyzji o nałożeniu mandatu, zwłaszcza w skomplikowanych sytuacjach” – wskazuje NIK.

Zdaniem Bartłomieja Morzyckiego ze stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego policja po prostu odpowiada na apele o zaostrzenie polityki wobec piratów. – Chodziło o to, by nie zaostrzać od razu przepisów, lecz wykorzystywać te regulacje, które już obowiązują. Do tej pory sankcja w postaci zatrzymania prawa jazdy nie była dostatecznie często wykorzystywana – wskazuje. Przyznaje też, że idea, nawet jeśli szlachetna, nie zawsze jest wdrażana w sposób idealny. – Dziś trzeba się zastanowić, czy problemem są niedostatki w szkoleniu policjantów lub nadmierna ilość przypadających im obowiązków, czy może zbyt duża pobłażliwość sądów. Jednak niezależnie od tego, ważny jest sam przekaz dla kierowców, zgodnie z którym nie zawsze kontrola drogowa musi zakończyć się 500-złotowym mandatem – podsumowuje Bartłomiej Morzycki.

Policja zapowiada, że oprócz częstszego sięgania po najwyższe sankcje wobec kierowców zwiększy się także liczba kontroli. Jest to możliwe dzięki zwiększeniu etatów w drogówce (w każdej komendzie wojewódzkiej drogówka musi stanowić min. 10 proc. stanu osobowego). W efekcie np. liczba kontroli stanu trzeźwości kierujących może w tym roku sięgnąć 16 mln, podczas gdy rok temu było ich 9 mln.