Kierowca białego BMW M3 urządził sobie zawody na ulicach Warszawy - ścigał się z motocyklistami. Szalone wyczyny nagrał, a film wrzucił do sieci. Na wideo widać jak z dużą prędkością przejeżdża przez skrzyżowanie na czerwonym świetle i omija wysepki z lewej strony. Niewiele brakowało a potrąciłby rowerzystę. 

Kiedy tylko o wideo zaczęło robić się głośno, internauci ruszyli z własnym śledztwem - ustalili nie tylko imię i nazwisko rzekomego właściciela, ale i dane jego firmy. Przy okazji oberwało się policji, która w mediach twierdziła, że pirata drogowego nadal poszukuje.

Rozmówca w KSP portalu gazeta.pl podaje nieco odmienną wersję dotyczącą działań policji.

- Kiedy dostaliśmy zgłoszenie w związku z tym nagraniem, bardzo szybko wytypowaliśmy dwóch ewentualnych kierowców. Jak? Po pierwsze, nie ma dwóch takich bmw w Warszawie. To konkretne jest bardzo charakterystyczne - mówi osoba znająca sprawę i przytacza historię z maja 2014 r.

- Dokładnie 24 maja policjanci próbowali zatrzymać do kontroli drogowej takie samo BMW, ale kierowca zaczął uciekać. Policjantom udało się go ostatecznie złapać. Jak się okazało, za kierownicą siedział Marcin C., dobrze znany w środowisku drifterów i osiągający sukcesy w tej dziedzinie. Nie miał jednak prawa jazdy, bo już wcześniej zostało mu sądownie odebrane - opowiada.

Policjanci zatrzymali C., a ten wskazał im osobę, która przejmie jego BMW. - Miał takie prawo. Powiedział, że zadzwoni do przyjaciela, aby ten odebrał auto. A kto był tym przyjacielem? Właśnie Robert N. - dodał.

Do przesłuchań w tej sprawie ma dojść jeszcze dziś.

Kara powinna być jak najwyższa - powiedział w TVN24 Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. - Nasz kodeks zakłada w tym momencie, że w przypadku tego typu wykroczeń mamy do czynienia z karą grzywny do 5 tys. złotych, możliwością odebrania prawa jazdy na czas 3 lat, bądź też skierowania takiego człowieka na badania psychologiczne. Jeżeli nie ma prawa jazdy, jeżeli zostało mu wcześniej odebrane, to w takim przypadku łamie postanowienie sądowe. Choć z tego co wiem, to prawo jazdy ten człowiek ma, ale pewnie już bardzo krótko.

Sokołowski zaznaczył, że policja wspólnie z prokuraturą zastanawiają się, czy zachowania kierowcy BMW nie potraktować jako sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia i wtedy grozi do 3 lat więzienia. - Choć to już nie będzie takie proste - przyznał.

Kierowca, który szaleńczo pędził ulicami Warszawy to ten sam mężczyzna, którego w lutym zatrzymali po pościgu funkcjonariusze z Kielc - donosi tvn24. 

- Ten człowiek jest nam znany z innych szaleńczych rajdów, chociażby właśnie na terenie województwa świętokrzyskiego gdzie został zatrzymany po 35-kilometrowym pościgu - potwierdził rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.

Uciekał z prędkością dochodzącą do 220 km/h i popełnił ponad 80 wykroczeń. Mężczyzna już wtedy miał bogatą kartotekę - kilkadziesiąt mandatów i liczne wnioski do sądu o ukaranie. Nie ma prawa jazdy.

Na tym samym kanale YouTube jest też wideo z holowania białym BMW M3 z prędkością 180 km/h: