Warszawski sąd zgodził się z wnioskiem prokuratury o skierowanie Izabelli C. na obserwację w zakładzie zamkniętym. Prokurator prosił o to, ponieważ trzy zespoły biegłych, które diagnozowały kobietę, nie były w stanie wypowiedzieć się na temat stanu jej zdrowia. Badania trwały w kilka godzin.

Teraz jak donosi TVN24 prawnik Izabelli C. tłumaczy, że kobieta jest "przerażona" perspektywą zamknięcia w ośrodku, a ewentualna kara, jaka grozi jej za wjechanie po pijanemu do przejścia podziemnego w centrum stolicy, jest zbyt niska, by porywać się na taki krok.

Obrońca uważa, że wnioski biegłych byłby inne, gdyby badania prowadzono staranniej a wywiady był dłuższe niż po kilkadziesiąt minut. - To kuriozalne i nie rozumiem dlaczego moja klientka ma być osobą, która ucierpi przez błędy - mówi adwokat.

W opinii mecenasa 31-latki, to ten fakt ma być kluczowy i sprawić, że sąd odwoławczy zmieni zdanie w sprawie przymusowej obserwacji. Adwokat wskazuje, że zgodnie ze znowelizowanymi przepisami, które zostały podpisane przez prezydenta (zaczną obowiązywać za rok), w sprawach takich jak Izabelli C., a więc zagrożonych niewielkimi karami, orzekanie kilkutygodniowej obserwacji w zakładzie psychiatrycznym nie będzie już możliwe.

- Po to właśnie jest tak długi czas "vacatio legis", żeby sędziowie pozbyli się starych nawyków i zaczęli postępować w duchu nowych przepisów. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z czymś dokładnie odwrotnym - tłumaczy TVN24 Kabański. 

Jego klientka ma się już czuć "zaszczuta" całą sprawą i "przerażona" perspektywą kilkutygodniowego pobytu w zakładzie psychiatrycznym. - Trzeba mieć świadomość, że dla takiej osoby jest to gorsze, niż środek zapobiegawczy w postaci aresztu - dodaje prawnik.