Alkolocki jako obowiązkowe wyposażenie samochodów?

Ja prywatnie nie jestem ich zwolennikiem, bo są zbyt proste do obejścia - powiedział w RMF FM wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski.

Alkolocki są do obejścia szalenie proste. Wystarczy mieć pojemnik ze sprężonym powietrzem - podpowiedział polityk.

W opinii wiceministra Królikowskiego dobrym rozwiązaniem jest alkotest w samochodzie, jako dowód na to, że można było sprawdzić swój stan.

Alkolock jest ponadto rozwiązaniem kosztownym, często jego koszt może równać się cenie samochodu - dodał

Wiceszef resortu sprawiedliwości wytłumaczył, że kwestia alkomatów w każdym samochodzie jest pomysłem ministra transportu.

W przyszłym tygodniu odbędzie się konferencja uzgodnieniowa nad projektem zmian nakierowanych na zwalczanie pijanych kierowców. Przed tą konferencją trudno mi powiedzieć, jaka wersja ustawy będzie wniesiona na Stały Komitet Rady Ministrów - powiedział Królikowski.

Przypominamy, że początkowa deklaracja Donalda Tuska, który w styczniu przedstawił pomysł, by wprowadzić obowiązek wożenia w samochodzie alkomatu, wywołała sporo kontrowersji i dyskusji na temat ewentualnego wpływu lobbystów. Rządowi zarzucano również, że stawia w jednym rzędzie kierowców, który jeżdżą po alkoholu i trzeźwych, każąc wszystkim płacić za alkomaty.

Jednak prace, jakie nad projektem zmian w prawie prowadzi Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, poszły w nieco innym kierunku. Wedle ustaleń dziennik.pl, resort chce, by alcolocki, czyli urządzenia sprawdzające poziom alkoholu u kierowcy obowiązkowo przed uruchomieniem silnika, były obligatoryjnie montowane w pojazdach komunikacji publicznej. Poza tym ci z kierowców, którzy zostaliby przyłapani na jeździe na podwójnym gazie, musieliby na swój koszt zamontować alcolocka w swoim aucie.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT:

>>>Co to jest alcolock lub alcoguard? Ile kosztuje urządzenie odcinające paliwo?

>>>Nie będzie alkomatu w każdym aucie? Resort Bieńkowskiej wbrew Tuskowi