Mimo to motokoncerny liczą na utrzymanie zainteresowania nowymi pojazdami ze strony firm, ale także na zwiększoną aktywność klientów indywidualnych.

– Obserwujemy dobre nastroje konsumenckie. Spodziewamy się, że pozostałe trzy kwartały będą pomyślne zarówno dla nas, jak i dla całego segmentu premium – zapowiada Mariusz Nycz, dyrektor sprzedaży i marketingu Volvo Auto Polska.

Przypomina, że nowe zasady odliczania VAT przy zakupie nowych aut i tak będą korzystniejsze niż te, które obowiązywały do końca 2013 r. Będzie przecież można odliczyć połowę podatku, bez limitu kwotowego. W rezultacie im droższy samochód, tym większa będzie korzyść.

Ale na lepsze wyniki liczą także sprzedawcy tańszych pojazdów. Normą są zapowiedzi o zwiększeniu sprzedaży o 30–40 proc. Takie poziomy deklarują w Citroenie, Oplu i Mitsubishi. Według Wojciecha Mieczkowskiego, dyrektora generalnego GM Poland, jeżeli w II kw. 2014 r. uda się utrzymać dynamikę wzrostu sprzedaży z pierwszych trzech miesięcy, to możemy być świadkami nie tylko świetnego roku pod względem sprzedaży nowych aut, ale wręcz odwrócenia trendu na polskim rynku. Od 1999 r. sprzedaż nowych pojazdów w naszym kraju systematycznie spadała, by w ostatnich latach zatrzymać się na poziomie 300–340 tys. samochodów osobowych i dostawczych.

Według Mieczkowskiego realny zasięg pierwszej fazy wzrostu sprzedaży samochodów osobowych i dostawczych wyznaczy granica 420 tys. egzemplarzy. Ten pułap polski rynek może osiągnąć już w 2015 r. Jeżeli tak się stanie, to otwarta zostanie droga do ataku na kolejny poziom, który wyznacza 600 tys. egzemplarzy sprzedanych pod koniec lat 90.

Jacek Trojanowski, dyrektor generalny Citroen Polska, studzi jednak emocje. Przypomina, że w ub.r. w Polsce zarejestrowano blisko 290 tys. aut osobowych oraz 42 tys. dostawczych. A w tym kontekście będzie dobrze, jeżeli ten rok uda się koncernom zamknąć sprzedażą na poziomie 360–370 tys. sztuk.

– O 420 czy 600 tys. raczej w ogóle bym nie mówił w krótkoterminowej perspektywie, ale z ostatecznym sądem wstrzymałbym się do końca kwietnia. Już w tym miesiącu okaże się, czy wzrosty z I kwartału były efektem przyspieszenia decyzji zakupowych firm, czy tylko dodatkowym bodźcem – uważa Trojanowski.

Ze statystyk prowadzonych w jego firmie wynika, że kratka była tylko zachętą. Coraz częściej do salonów w poszukiwaniu nowych aut zapuszczali się bowiem klienci indywidualni.

– Dynamika w dalszej części roku raczej się zmniejszy, mimo że lepsze nastroje nabywców i gospodarcze mogą sprzyjać większym zakupom – przewiduje Jakub Faryś, szef Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.