Wypadek z udziałem Henryka Wujca wydarzył się w Warszawie w połowie lutego na skrzyżowaniu ulic Indira Gandhi i rotmistrza Witolda Pileckiego. Toyota kierowana przez doradcę prezydenta potrąciła mężczyznę, który w stanie ciężkim trafił do szpitala. Na skrzyżowaniu nie ma sygnalizacji świetlnej - w takiej sytuacji pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo na przejściu. 

Kilka dni po zdarzeniu, Wujec złożył wyjaśnienia w prokuraturze. Odwiedził też poszkodowanego w szpitalu.

Jak donosi Super Express potrącony mężczyzna przeszedł kilka operacji. Obecnie przebywa w szpitalu Bródnowskim w Warszawie na rehabilitacji.
W opinii tabloidu minął ponad miesiąc a śledztwo utknęło w martwym punkcie.

- Sprawa jest w toku, nikomu nie postawiono zarzutów. Nie ma opinii z zakresu rekonstrukcji wypadku. Pokrzywdzony nie został jeszcze przesłuchany z uwagi na stan zdrowia - mówi nam Przemysław Nowak rzecznik prokuratury okręgowej w Warszawie. Jego zdaniem, wyjaśnienie całej sprawy może zająć kilka miesięcy.

Jeżeli okaże się, że Wujec choćby nieumyślnie spowodował wypadek, może mu grozić nawet do 3 lat więzienia.

Henryk Wujec w czasach PRL był opozycjonistą, działał między innymi w Komitecie Obrony Robotników. Brał udział w obradach Okrągłego Stołu. Obecnie jest doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw społecznych.