Premier Donald Tusk obiecywał, że będziemy mieli tanią administrację, a jeszcze jeszcze w 2008 r. jego kancelaria zapowiadała zbiorcze zakupy pojazdów i wdrażanie polityki oszczędności na samochodach służbowych. Okazuje się tymczasem, że jego administracja woli kupować nowe auta, niż je np. leasingować.

Z sondy DGP wynika, że urzędy wojewódzkie i ministerstwa wciąż decydują się na zakup nowej floty. W większości tych jednostek co roku odbywają się nowe zakupy, a liczba samochodów pozostaje bez większych zmian. Eksperci Polskiego Związku Wynajmu Leasingu i Pojazdów (PZWLP) szacują, że w całym sektorze publicznym jest wykorzystywanych nawet 50 tys. samochodów służbowych. Koszty ich eksploatacji, w tym wydatki związane z paliwem, ubezpieczeniami, oponami, przeglądami czy naprawami, to zdaniem PZWLP kwota rzędu kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Na jedno ministerstwo lub urząd wojewódzki przypada od kilkunastu do kilkudziesięciu samochodów służbowych. Wszyscy chcą kupić auto na własność. – Nie rozważamy pozyskiwania floty samochodowej z innych form niż zakup – potwierdza Edyta Wrotek, rzecznik wojewody warmińsko-mazurskiego. Takie odpowiedzi padają najczęściej z ust urzędników. Tylko w pojedynczych jednostkach rozważany jest leasing. – Urząd rozważa skorzystanie z innych form pozyskiwania floty samochodowej, np. leasingu. Dotychczas pozyskał w tej formie pięć samochodów – wyjaśnia Katarzyna Wiencek ze śląskiego urzędu wojewódzkiego.

Urzędy bronią się, że kupno samochodów jest tańsze niż korzystanie z usług zewnętrznych. – Rozważaliśmy możliwość zlecenia usług transportowych na zewnątrz, jednak po przeprowadzeniu badań rynku – biorąc pod uwagę czas eksploatacji pojazdów służbowych, koszt serwisu, liczbę pokonywanych kilometrów, koszt czasu pracy kierowców oraz charakter pracy kierownictwa resortu – zewnętrzne zlecenie takiej obsługi jest nieuzasadnione ekonomicznie – wylicza Iwona Chromiak z Ministerstwa Rolnictwa.

Według niej korzystanie z usług zewnętrznych zdecydowanie przewyższyłoby koszty własnej floty. Innego zdania jest resort administracji i cyfryzacji. – Pozyskujemy nowe samochody na podstawie umowy najmu długoterminowego i jest to znacznie tańsze niż dokonanie zakupu – przekonuje Artur Koziołek, rzecznik resortu administracji i cyfryzacji. – Lejemy tylko paliwo i jeździmy. Nie interesuje nas zakup OC, serwisowanie samochodów – dodaje i zaznacza, że przy zakupie samochodów urzędnicy muszą się zająć procedurami przetargowymi i podobny tryb jest uruchamiany przy ich leasingu.

Katarzyna Pydych z instytutu KRB2B dziwi się takim zakupom, skoro auta można np. wynajmować. – Taka usługa pozostała jednak dla urzędników produktem niszowym, co nie dziwi, biorąc też pod uwagę niesprzyjający klimat wynikający z nieznajomości innych możliwości rynkowych – mówi Pydych.

Tymczasem w większości państw europejskich urzędników nie trzeba przekonywać do wynajmu samochodów. Auta w leasingu operacyjnym z pełną obsługą są wykorzystywane przez ministerstwa, samorządy, policję, a nawet organy NATO. Najbardziej rozwinięty pod tym względem jest rynek brytyjski, gdzie np. 1/3 łącznej floty służby zdrowia, liczącej 36 tys. samochodów osobowych i dostawczych, znajduje się w wynajmie długoterminowym. – Tamtejsi eksperci przewidują, że koszty floty instytucji publicznych do 2015 r. obniżą się dzięki temu o 1/4 w stosunku do stanu sprzed wdrożenia tego rozwiązania – mówi prezes PZWLP Leszek Pomorski.

We Francji, dzięki przekazaniu zarządzania flotami instytucji publicznych wyspecjalizowanej firmie CFM, koszty eksploatacji i administracji aut obniżyły się o 32 proc. – dodaje Marek Małachowski, dyrektor zarządzający ALD Automotive Polska. Zakres usług w tym przypadku obejmuje m.in. rejestrację pojazdów, naprawy, ubezpieczenia oraz odsprzedaż aut po okresie użytkowania.