Funkcjonariusz z dwuletnim stażem przyznał się do winy - czytamy w serwisie gazeta.pl. W jaki sposób policji udało się go namierzyć?

Mundurowi odnaleźli należącego do niego ciemnozielonego volkswagena passata. Był w jednym z warsztatów w Spiczynie pod Łęczną. To tym samochodem, zdaniem funkcjonariuszy, potrącono w sobotę w Wólce (trasa Lublin-Łęczna) 19-letnią studentkę archeologii UMCS w Lublinie. Świadczyć o tym mają zniszczenia samochodu. Auto zarejestrowała kamera monitoringu.

Witold B. usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy to spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. - Umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym w ten sposób, że dojeżdżając do oznakowanego przejścia dla pieszych, nie ustąpił pierwszeństwa i potrącił prawidłowo przechodzącą po nim z lewej strony na prawą i schodząca z niego pieszą - relacjonuje Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Drugi zarzut wobec B. to nieudzielenie pomocy.

- Podejrzany wyjaśnił, że przejechał jeszcze kilka metrów, zatrzymał się dosłownie na kilka sekund i ruszył dalej, obawiając się konsekwencji tego, co zrobił - mówi prokurator Syk-Jankowska.

Rodzicom policjant powiedział, że uderzył sarnę. To samo usłyszał właściciel warsztatu, w którym sprawca zostawił VW do naprawy. Komenda wojewódzka poinformowała, że w czwartek B. został wyrzucony z policyjnych szeregów.

Sąd na wniosek prokuratury zdecydował się aresztować byłego mundurowego na trzy miesiące. Policjantowi grozi do 12 lat więzienia.

Jak czytamy w "Gazecie" funkcjonariusze eskortujący Witolda B. robili co mogli, by przy wyprowadzaniu go z budynku żaden z dziennikarzy nie mógł z nim porozmawiać a fotoreporter nie mógł zrobić zdjęcia.