Według Marcina Peterlika z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową to dowód, że przybywa rodzin, którym jeden samochód już nie wystarcza. Kupują więc kolejne auta nie tylko w związku z prowadzonym biznesem, ale także ze względu na prestiż czy zaspokojenie innych potrzeb. Jest to tym bardziej możliwe, że wynagrodzenia w Warszawie należą do najwyższych w kraju.

Zarobki w stołecznych przedsiębiorstwach ustępują tylko pensjom mieszkańców Katowic. Ale okazuje się, że Katowice pod względem wielkości wskaźnika zmotoryzowania są dopiero na czwartym miejscu w kraju, po Warszawie, Poznaniu, Opolu i Wrocławiu. Zdaniem analityków to częściowo zasługa relatywnie sprawnej komunikacji publicznej.

Na ostatnim miejscu w tym rankingu jest Białystok. Na 1000 mieszkańców tego miasta przypada zaledwie 355 samochodów. - To dlatego, że zarabia się tu mało, a bezrobocie pozostaje wysokie - ocenia dr Kazimierz Niewiadomski z Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Białymstoku. To efekt likwidacji dużych zakładów przemysłowych i słabo rozwiniętych usług, w których zarobki pozostają relatywnie wysokie. Mimo to liczba aut powoli rośnie nawet tutaj.

W rezultacie liczba zarejestrowanych samochodów zwiększyła się od 1990 r. trzyipółkrotnie do 18,7 mln, czyli 486 samochodów na 1000 mieszkańców. A gdyby uwzględnić 1,3 mln Polaków, którzy mieszkają za granicą ponad rok, wskaźnik ten wyniesie nawet 503,8. Taki wynik plasuje nas w ścisłej europejskiej czołówce. Przegoniliśmy pod tym względem np. Wielką Brytanię, gdzie w 2011 r. wskaźnik zmotoryzowania wyniósł 450. Analitycy zastrzegają jednak, że polskie dane nie odpowiadają w pełni rzeczywistości, ponieważ baza danych nie została dokładnie zweryfikowana o pojazdy wyrejestrowane.