O przestrzeganiu ograniczeń szybkości na naszych drogach, poza krótkimi odcinkami, gdzie ustawiono fotoradary lub gdzie można się spodziewać policji, trudno właściwie mówić. Wielu kierowcom wydaje się, że ich umiejętności prowadzenia pojazdów są ponadprzeciętne i ograniczenia ich nie dotyczą. Z badań przeprowadzonych przez TNS Polska na zlecenie Szkoły Jazdy Renault wynika, aż 13 proc. kierowców przyspiesza mimo znaków ograniczenia prędkości, bowiem w ich ocenie znaki są nieuzasadnione.

Podobny odsetek jeździ szybciej niż dozwolono, tłumacząc to obawą przed spóźnieniem się do pracy lub na spotkanie. A największa grupa z przekraczających limity to kierowcy tłumaczący się... nieuwagą. Co ciekawe, co ósmy Polak jako powód łamania przepisów dotyczących dozwolonej szybkości podaje... zbyt wolną jazdę innych kierowców.

– Jeździmy szybciej, niż wynika to z przepisów oraz zdrowego rozsądku, bo i generalnie jesteśmy agresywni – uważa Monika Dreger, z Warszawskiej Grupy Psychologicznej, która prowadziła specjalne programy dla ofiar wypadków komunikacyjnych. – Agresję potęguje fakt, że często się spieszymy, a ruch na naszych drogach i czas przejazdu są nieprzewidywalne. Stąd większa skłonność do ryzyka. Agresję potęguje także to, że w samochodzie czujemy się trochę bezkarni, trochę niewidoczni, anonimowi. Na więcej sobie pozwalamy. I wreszcie agresywniejsza jazda samochodem jest dla wielu sposobem na pokazanie się. Na poprawienie niskiej samooceny – dodaje.

Zdaniem Moniki Dreger, normą jest też powszechne ignorowanie przepisów i prawa. – W świadomości wielu Polaków ktoś, kto jedzie zgodnie z przepisami, to jakiś nieudacznik. Trąbiąc na jadącego z dozwoloną prędkością tak naprawdę piętnujemy go, wyśmiewamy, uznajemy za gorszego. A prawda jest taka, że często jadący wolniej nie robi tego dlatego, że nie potrafi nacisnąć na gaz, ale dlatego, że właśnie ma większą świadomość. Jest rozsądniejszym, a co za tym idzie lepszym i bezpieczniejszym kierowcą – podkreśla psycholog.

Obiegowa opinia głosi, że sama prędkość nie zabija. Niemniej warto pamiętać, że niedostosowanie prędkości do warunków na drodze to najczęstsza przyczyna wypadków spowodowanych przez kierujących pojazdami. Z danych policyjnych wynika, że w ubiegłym roku był to powód ponad 28 proc. wypadków.

I niestety są to raczej te groźniejsze zdarzenia na naszych drogach. Bowiem niedostosowana prędkość do panujących na trasie warunków jest powodem aż ponad 42 proc. wypadków, w których zginęli ludzie.

Wspomnieć warto, że drugą najważniejszą przyczyną wypadków jest nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu (26,2 proc.). Śmiało można zatem obronić tezę, że ponad połowa wypadków, przynajmniej pośrednio, bierze się ze słabej świadomości kierujących. Zresztą przy większości wypadków kierujący mają swój ogromny udział. Widać to w kolejnych najczęstszych powodach, przez które doszło do tragicznych sytuacji. W prawie 15 proc. było to tzw. nieprawidłowe zachowanie kierujących wobec pieszych. Chodzi tu głównie o nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych oraz nieustąpienie pierwszeństwa pieszym. Kolejne 7 proc. to niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami. A następne 5,8 proc. to nieprawidłowe wyprzedzanie.