Potwierdzają się informacje publikowane niedawno w DGP. Podczas dzisiejszego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego omówiony zostanie przygotowany przez resort transportu projekt rozporządzenia w sprawie warunków lokalizacji, sposobu oznakowania i dokonywania pomiarów przez urządzenia rejestrujące. Jest to realizacja zapowiedzi ministra Sławomira Nowaka, który mówił o konieczności „ucywilizowania” metod wykorzystywania fotoradarów, w szczególności przez gminy.

Projekt zakłada m.in. cykliczne weryfikowanie zasadności lokalizacji fotoradaru (co 40 miesięcy). Do tego celu potrzebna będzie analiza stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Na dwa miesiące przed upłynięciem terminu właściciel fotoradaru (np. gmina) będzie musiał uzyskać opinię właściwego komendanta wojewódzkiego policji.

Projektowane przepisy pozwolą efektywniej wykorzystać stacjonarne urządzenia rejestrujące i powinny wyeliminować lokalizacje urządzeń, w których ich użytkowanie ma znamiona wyłącznie komercyjnego wykorzystania - czytamy w uzasadnieniu do projektu.

W razie konieczności zmiany lokalizacji fotoradarów należących do GITD (350 sztuk) koszty mogłyby sięgnąć od 6 do niemal 13 mln zł. Dla gmin (200 sztuk) koszty te wyniosłyby od 3,4 do 7,4 mln zł. Koszty są różne, gdyż wszystko zależy od tego, czy chodzi o usunięcie samego urządzenia, czy również fundamentu i podłączenia do sieci energetycznej.

Niektóre proponowane przepisy odnoszą się także do działalności straży miejskich i gminnych. Ich przenośne fotoradary nie będą mogły znajdować się w odległości mniejszej niż 500 m od innego urządzenia mierzącego prędkość w tym samym kierunku ani na drogach, na których dokonywany będzie odcinkowy pomiar prędkości.

Nie można być pewnym pozytywnej opinii władz lokalnych, bo nie wszystkim samorządowcom proponowane rozwiązania się podobają. Jeżeli przyjmiemy, że głównym wyznacznikiem zasadności urządzeń będą kolizje i wypadki, to ich brak będzie powodował demontaż tych urządzeń. A co stanie się po kilku tygodniach czy miesiącach, gdy dojdzie do kolejnych zdarzeń? – pyta wójt gminy Kobylnica Leszek Kuliński w piśmie z uwagami do projektu.