Wszystko za sprawą nowego rozporządzenia ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej w sprawie kursu reedukacyjnego w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego, nad którego projektem pracuje rząd.

Zgodnie z nim na dodatkowy kurs mają być wysyłane osoby, które przekroczyły limit 24 punktów karnych. Po jego odbyciu konto z punktami się wyzeruje, ale przez kolejne pięć lat każde następne przekroczenie rocznego limitu będzie skutkowało odebraniem uprawnień. Kurs będzie droższy niż obecne szkolenia, podczas których można uzyskać anulowanie 6 punktów karnych (500 zł zamiast 300 zł), i dłuższy. Trwać będzie bowiem cztery dni (28 godzin zajęć). Kłopot w tym, że zajęcia te mają się odbywać wyłącznie w dni powszednie.

Celowa uciążliwość

Pierwotnie program kursu określony w rozporządzeniu został szczegółowo rozpisany na kolejne dni tygodnia. W trakcie uzgodnień międzyresortowych wzbudziło to wątpliwości Ministerstwa Spraw Wewnętrznych co do przekroczenia delegacji ustawowej zawartej w art. 5 ust. 3 ustawy o kierujących pojazdami (Dz.U. z 2011 r. nr 30, poz. 151 ze zm.). Jak zauważa Piotr Strachańczyk, sekretarz stanu w MSW, minister określić ma m.in. szczegółowy program kursu, a nie dni tygodnia, w jakie ma sie on odbywać.

Minister transportu do uwag odniósł się w nietypowo. Nazwy dni zastąpiono numerami (np. dzień I, II itp.), byle tylko szkolenie odbywało się w tygodniu, a nie w weekend. Resort tłumaczy, że robi to na wniosek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Należy zauważyć, że prowadzenie kursu reedukacyjnego w dni powszednie ma stanowić dodatkową uciążliwość dla osób skierowanych na ten kurs – czytamy w odpowiedzi Macieja Jankowskiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Transportu.

Nie tylko mamy przekroczenie delegacji ustawowej, ale i rozwiązanie jest niekonstytucyjne. Jakiekolwiek uciążliwości czy dodatkowe obciążenia dla obywateli muszą być po pierwsze proporcjonalne, a po drugie przewidziane ustawowo. Ustawodawca się na ten temat nie wypowiedział, lecz uznał, że kurs reedukacyjny, jak sama nazwa wskazuje, nie ma być uciążliwością, ale mieć zadanie reedukacyjne, prewencyjne i prowadzić do zwiększenia bezpieczeństwa ruchu drogowego – nie kryje oburzenia Maciej Wroński, radca prawny Ogólnopolskiego Związku Przewoźników Drogowych.

Stracą nie tylko kierowcy

Podobnie uważa Paweł Judek, radca prawny z kancelarii Działyński i Judek.

Stanowisko resortu transportu jest niezrozumiałe i trudno je racjonalnie uzasadnić. Podstawowym celem kursów powinno być to, żeby osoby na nie skierowane kursy te kończyły. Mają one bowiem wpłynąć na zachowania tych osób i zwiększyć w ten sposób bezpieczeństwo. Jak to osiągnąć, jeżeli jednocześnie stwarza się regulację, która utrudnia osobom uczestnictwo w tych kursach – dziwi się Paweł Judek i przewiduje problemy związane z usprawiedliwianiem nieobecności czy koniecznością powtarzania kursów.

Osoby, które dostały skierowanie na odbycie kursu reedukacyjnego, by spełnić ten obowiązek, będą musiały stracić wolne dni lub wziąć urlop bezpłatny. W tym drugim przypadku nie zapłacą za uczestnictwo w zajęciach, ale i dostaną niższe wynagrodzenie. To spowoduje też kłopoty dla pracodawców, którzy na czas kursu stracą pracownika. Zdaniem ekspertów firmy transportowe, których pracownicy z założenia są bardziej narażeni na punkty karne, mogą mieć permanentne problemy z absencją pracowników.

Nie rozumiem też, dlaczego uznano, że odbywanie kursu w weekend nie jest dolegliwością. Przecież to powoduje, że osoba musi poświęcić na kurs bardzo cenny czas wolny. O stratach dla gospodarki związanych z nieobecnością pracowników nawet nie warto mówić, bo to rzecz oczywista. Proponowana regulacja jest chybiona – podsumowuje Paweł Judek.

Kursy reedukacyjne mają obowiązywać od 4 stycznia 2016 r.

Etap legislacyjny

Projekt w trakcie uzgodnień międzyresortowych