Resort Sławomira Nowaka ostatnio jest pod stałym ostrzałem (nie tylko kierowców) za pomysły na bezwzględne karanie za łamanie przepisów drogowych.

Po tym jak Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz, stwierdziła, że Inspekcja Transportu Drogowego nie ma prawa ścigać wykroczenia polegającego na niewskazaniu kierującego przez właściciela pojazdu, którym popełniono wykroczenie drogowe, teraz do krytyki przyłączył się Związek Dilerów Samochodowych.

Przedstawiciele ZDS protestują przeciwko niekonstytucyjnemu, ich zdaniem, projektowi ministerstwa transportu dotyczącego karania dilerów za wykroczenia drogowe ich klientów. O co chodzi?

Kością niezgody są prace, które resort transportu, prowadzi nad projektem ustawy o szczególnej odpowiedzialności za niektóre naruszenia przepisów ruchu drogowego. Zdaniem ZDS nowe przepisy mają pomóc w poszukiwaniu (zapewnieniu?) kolejnych wpływów budżetowych… 

Zgodnie z opracowywanymi przepisami, w przypadku ujawnienia wykroczenia drogowego bez jednoczesnego zatrzymania i ukarania sprawcy, kara za to wykroczenie byłaby nakładana automatycznie na właściciela pojazdu, jeżeli w ciągu 21 dni nie nadesłałby on oświadczenia sprawcy o przyznaniu się do popełnienia wykroczenia. 

Przedstawiciele ZDS wskazują, że rozwiązanie takie godziłoby szczególnie w dilerów posiadających w swojej ofercie leasing pojazdów, jak również prowadzących wypożyczalnie, czy udostępniających samochody zastępcze. Dilerzy ci w przypadku popełnienia przez ich klienta wykroczenia musieliby wcielić się w uprawnienia organów śledczych i ustalać kto konkretnie popełnił wykroczenie, żeby potem odebrać od niego odpowiednie oświadczenie.

W związku z tym ZDS wysłał do ministra transportu Sławomira Nowaka pismo w którym protestuje przeciwko wprowadzeniu tych - jak to określili przedstawiciele związku "dosyć osobliwych" - rozwiązań.

ZDS ma też nadzieję, że w niedługim czasie projekt "przepadnie" podczas prac ustawodawczych, a jeżeli nie, to najpóźniej zakończy swój żywot w Trybunale Konstytucyjnym.