Gdy zaczynał pracę z Koreańczykami osiem lat temu, mało kto wierzył, że azjatyckie auta ktokolwiek kupi. Zwłaszcza że Polacy mieli jeszcze świeżo w pamięci przykre wspomnienie z Daewoo, które zbankrutowało. Szyszce nie tylko udaje się sprzedawać samochody, ale nawet wywindował markę na szczyt. Na razie tylko w segmencie klientów indywidualnych, ale w 2013 r. chce powalczyć o prymat również w rywalizacji o floty.

Wieloletni hegemon polskiego rynku, czyli Skoda, może już drżeć. Choć po 11 miesiącach tego roku wciąż prowadzi w obydwu kategoriach, to przez ostatnie dwa miesiące Koreańczycy ostro depczą czeskiej marce po piętach. W październiku to Kia sprzedała najwięcej aut, a w listopadzie tylko kilkanaście sztuk mniej niż Skoda.

Szyszko związany jest z motoryzacją od początku transformacji – z Kią od kwietnia 2004 r. Gdy Koreańczycy zgłosili się do niego z propozycją pracy, był już cenionym menedżerem w branży. Przepracował kilkanaście lat w Mitsubishi. Dystrybucją japońskich aut zajął się zaraz po studiach na Politechnice Warszawskiej, choć ukończył wydział mechaniczny energetyki i lotnictwa i swoją przyszłość wiązał raczej z tą branżą.

Do motoryzacji trafił przez przypadek i utknął w niej na dobre. Jak wspomina, uczył się tego biznesu niemal od początku.

– Tak jak wszyscy w Polsce w tamtych czasach. No cóż, jestem już takim trochę dinozaurem – żartuje Szyszko, potwierdzając opinie innych na swój temat. Współpracownicy, a nawet konkurenci, twierdzą, że jest bardzo pogodnym człowiekiem. Po pracy gra w tenisa, zimą jeździ na nartach. W przyszłym roku wybiera się po raz pierwszy w życiu w Pireneje do Hiszpanii, ale potem nie omieszka odwiedzić także Włoch. Pasjonuje się też historią militariów, szczególnie łodziami podwodnymi. – Są największym cudem techniki – mówi. Dodaje, że gdziekolwiek by nie był na świecie, to gdy tylko dowie się, że jest tam łódź podwodna, na pewno zrobi wszystko, by ją zobaczyć.

– Wojciech Szyszko jest głównym architektem sukcesu koreańskiej marki na polskim rynku – mówi Andrzej Halarewicz, szef polskiego oddziału JATO Dynamics, firmy monitorującej światowy rynek motoryzacyjny. Według Halarewicza na wyniki marki w Polsce ma wpływ przede wszystkim stabilna praca z siecią dilerską.

Szyszko dodaje do tego jeszcze dobrej jakości produkt, który jest atrakcyjny cenowo na tle konkurentów. Przyznaje też, że w walce o klientów na polskim rynku bardzo pomogła mu fabryka w Żylinie. Nie chodzi tylko o to, że produkowany tam Cee’d stał się prawdziwym hitem w naszym kraju, ale przede wszystkim o szybkość realizowanych dostaw. – Niemal każdy kontrakt jesteśmy w stanie zrealizować w trzy – cztery tygodnie – tłumaczy.

To daje marce dużą przewagę nad konkurentami w rywalizacji o duże zlecenia flotowe.

Jednak akurat w tym segmencie Kia ma trochę do nadrobienia. Szyszko zapowiada, że wkrótce poprawi wyniki, a na celownik bierze segment D, ulubiony przez klientów flotowych. Przyznaje jednak, że batalia o klienta flotowego nie będzie łatwa. Najgorsze w potyczce jest bowiem wciąż pokutujące w użytkownikach przekonanie, że samochodom koreańskim daleko do Passata, Avensis czy nawet Mondeo. Rynkowe sukcesy Kii sprawiają, że z zapowiedzią Szyszki, który mówi o ostatecznej rozprawie ze stereotypem wśród firm, muszą się liczyć wszyscy konkurenci.