W liczbie towarów przewożonych ciężarówkami w UE wyprzedzają nas już tylko Niemcy. Najnowszy raport transportowy Eurostatu wymienia Polskę jako lidera w transporcie drogowym. W ubiegłym roku nasi przewoźnicy zrobili ogółem prawie 208 mld tonokilometrów (to stosowana w transporcie jednostka do mierzenia skali przewozów). Przeskoczyliśmy Hiszpanię, za nami pozostały też Francja i Wielka Brytania.

Eurostat zauważa, że w latach 2007 – 2011 Polska była jedynym krajem spośród 27 zbadanych, w którym przewozy wzrosły we wszystkich siedmiu kategoriach dystansowych (w przypadku tras powyżej 2 tys. km prawie o jedną trzecią). Podobny wynik osiągnęła tylko Bułgaria. Dla porównania Irlandia spadła we wszystkich kategoriach (na krótkich dystansach prawie o trzy czwarte).

Wraz z przewozami rośnie też flota ciągników i naczep. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2011 r. było zarejestrowanych 2,84 mln ciężarówek, o prawie 100 tys. więcej niż rok wcześniej. Jak pokazują statystyki Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), w tym roku znowu przybędzie pojazdów. Jak sprawdziliśmy, trend jest nadal wzrostowy. – W sierpniu 2012 r. zarejestrowano 3,5 tys. nowych i używanych pojazdów użytkowych powyżej 3,5 tony. To lepiej niż miesiąc wcześniej o 6,6 proc. – podlicza Jakub Faryś, prezes PZPM.

Dlaczego Polska wyrosła na lidera? – Do wywindowania wyników branży transportowej w 2011 r. przyczynił się program budowy autostrad, który wygenerował ogromny popyt na transport milionów ton kruszyw, ziemi, piasku i asfaltu – twierdzi Marian Osuch, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Samochodowego. – Niestety, program autostradowy się kończy, a nowych przetargów drogowych jest jak na lekarstwo. Rekordowy wynik z ubiegłego roku będzie trudny do powtórzenia. Paradoksalnie pomóc może opóźnienie inwestycji drogowych, które sprawi, że spadki nie popytu nie będą aż tak drastyczne – przekonuje.

Transportowcy twierdzą, że rozwój branży to z jednej strony efekt przedsiębiorczości rodzimych przewoźników, ale z drugiej strony – warunków geograficznych i zacofania infrastrukturalnego. W Polsce większość przewozów odbywa się po drogach. Popularny np. w Niemczech i Holandii transport rzeczny praktycznie nie istnieje, a przewozy intermodalne, czyli z udziałem kolei, wciąż stanowią ułamek tych na Zachodzie. U nas to 2,4 proc. ogółu transportu towarów koleją. Dla porównania w krajach starej UE oscylują wokół 20 proc.

– Transport drogowy dominuje w Polsce, bo ceny tego kolejowego na niektórych dystansach są nadal zbyt wysokie. Być może transport kolejowy opłaca się bardziej na długich odległościach, ale na krótkich korzystniejszy kosztowo jest nadal samochodowy. W Polsce brakuje wciąż infrastruktury pod transport intermodalny, przede wszystkim wystarczającej liczby bocznic – mówi prezes logistycznego operatora Dachser Grzegorz Lichocik.

W ubiegłym roku polscy przewoźnicy drogowi okazali się numerem jeden pod względem wykonanej pracy przewozowej w transporcie międzynarodowym i kabotażowym, czyli świadczeniu usług za granicą. Eurostat tłumaczy, że generalnie sektor transportowy w nowych krajach UE jest konkurencyjny wobec starej Unii. W odbieraniu przewozów firmom z Zachodu brylują jednak polscy przewoźnicy, którzy wygrywają ceną. Jak usłyszeliśmy od przedstawicieli branży, w rzeczywistości sytuacja nie jest aż tak różowa. W walce o zlecenia podejmują się oni zleceń na granicy opłacalności, godząc się często na odroczone o kilka miesięcy terminy płatności.