Dekadę temu stanowiły 30 proc. kierowców, podczas gdy obecnie ich udział zbliża się do 40 proc. I rośnie w tempie 1 pkt proc. rocznie – wynika z obliczeń DGP dokonanych na podstawie danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Zdaniem ekspertów ruchu drogowego i socjologów śmiało możemy już mówić o motoryzacyjnym parytecie. Płeć piękna na dobre rozgościła się w fotelu kierowcy.

Takie czasy. Samochód jest takim samym narzędziem codziennego użytku jak choćby telefon – mówi Maria Rogaczewska, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Co więcej, im dynamiczniej rośnie liczba zmotoryzowanych pań, tym szybciej kruszy się stereotyp „baby za kółkiem”. Malowanie się na skrzyżowaniu czy powolna jazda lewym pasem są coraz rzadsze. Wiele pań umiejętnościami dorównuje mężczyznom – uważa inspektor Marek Konkolewski z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. Jego zdanie potwierdzają dane Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie, gdzie egzaminowani są kandydaci na kierowców. Wynika z nich, że zdawalność mężczyzn i kobiet przy pierwszym podejściu kształtuje się na identycznym poziomie i wynosi ok. 30 proc.

Z obserwacji socjologów i policji wynika również, że panie za kółkiem są ostrożniejsze niż panowie, potrafią lepiej przewidywać sytuacje na drodze, przywiązują większą wagę do stanu technicznego auta i bardziej dbają o bezpieczeństwo innych osób na drodze. Wady? Ciągłe problemy z parkowaniem – ocenia Konkolewski.

To, że kobiety jeżdżą bezpieczniej, potwierdzają statystyki KGP. Wynika z nich, że w ub.r. spowodowały 19,9 proc. spośród 40 tys. wszystkich wypadków na polskich drogach.

Z drugiej strony jednak, jak dowodzą badania jednej z brytyjskich firm ubezpieczeniowych, jeśli już spowodują wypadek, do winy przyznają się niechętnie. Aż 78 proc. z nich odpowiedzialność zrzuca na innych kierowców, pogodę, stan drogi czy – cytując same bohaterki – nagłe wystąpienie usterki w samochodzie. Brytyjczycy prowadzą nawet bazę najciekawszych tłumaczeń używanych przez kobiety. Wśród nich znalazło się m.in. takie: O 8.15 wyjechałam z posesji i uderzyłam w autobus. To nie moja wina, że tego dnia był spóźniony o 15 minut.