Corolla to najbardziej szkodowe – wg fim ubezpieczeniowych – samochody. Kierujący nimi częściej powodują stłuczki lub uszkadzają auto niż ma to miejsce w przypadku innych marek. Wszystko przez ogromną popularność tych aut wśród firm. To właśnie nimi jeżdżą przedstawiciele medyczni, handlowcy i inni, którzy rocznie pokonują dziesiątki tysięcy kilometrów. Są więc bardziej narażeni na wypadki i kolizje niż statystyczny Polak, który dojeżdża autem jedynie do pracy. No i Polacy dbają znacznie bardziej o swoje auta niż ci, którzy poruszają się samochodami służbowymi.

Nieprzypadkowo popularne jest powiedzenie, że jedynym autem, które wjedzie na każdy krawężnik, jest auto służbowe - mówi jeden z likwidatorów szkód dużego towarzystwa ubezpieczeniowego. Czasem zarysowania, wgniecenia i inne drobne zdarzenia są tak częste, że firmy przestają na bieżąco je zgłaszać - dodaje. Wzrost liczby drobnych uszkodzeń powoduje, że ubezpieczyciele podnoszą stawki ubezpieczenia AC. W niektórych przypadkach tak znacznie, że firmy rezygnują z takiej polisy.

Towarzystwa nie chcą mówić, jak duży wpływ na cenę polisy ma marka ubezpieczanego samochodu. Wyniki takich analiz są elementem przewagi konkurencyjnej towarzystw ubezpieczeniowych i zwykle nie są publikowane - mówi Justyna Szafraniec z Proama. Jednak dane, jakimi dysponujemy, pokazują znaczne różnice między markami. Poza tym, wybór marki mówi także wiele o samym kierowcy – tłumaczy.

Aby się przekonać, że marka ma znaczenie, wystarczy skorzystać z internetowych kalkulatorów firm ubezpieczeniowych. W Link4 ubezpieczenie 3-letniej Corolli kosztuje o 250 zł więcej niż jej rówieśniczki Skody Octavii.

Wysoka cena ubezpieczenia Corolli jest o tyle zaskakująca, że ta marka nie należy do najczęściej kradzionych. Z danych policyjnych wynika, że większą popularnością wśród złodziei cieszą się marki niemieckie, zwłaszcza Volkswageny i Audi. To najpopularniejsze w naszym kraju auta, a części do nich są drogie - wyjaśnia Robert Opas z Komendy Stołecznej Policji. Złodzieje rozbierają je na części i sprzedają – dodaje.

Wojciech Drzewiecki z firmy Samar zwraca uwagę, że posługiwanie się liczbami bezwzględnymi może nieco mylić. Całkiem inaczej będzie wyglądać ranking gdy porównamy liczbę kradzionych aut do liczby zarejestrowanych samochodów w Polsce – twierdzi. Na pierwszym miejscu nadal jest Volkswagen, ale Touran – aż 3,9 kradzionych aut tej marki na 1 tys. rejestracji. Na drugim miejscu jest Seat Leon - 3,1 auta na 1 tys. rejestracji, na trzecim Audi A3 - 1,95 auta na 1 tys. rejestracji – wylicza. Jego zdaniem, tego stosunku ubezpieczyciele nie biorą pod uwagę.

Kolejnym czynnikiem, jaki ubezpieczyciele biorą przy wyliczaniu wartości polisy, jest miejsce rejestracji auta. Po pierwsze dlatego, że samochody częściej są kradzione w dużych aglomeracjach niż w małych ośrodkach. Np. Ergo Hestia, która działa na północy kraju, przyznaje, że najwięcej przypadków kradzieży odnotowała w Trójmieście. Jednak kradzieże nie są największym problemem dla ubezpieczycieli – na odszkodowanie mogą liczyć posiadacze polis AC. A poza tym wartość skradzionych aut jest stosunkowo niewielka. Hestia miała w I połowie 2011 r. 600 zgłoszeń, dotyczących kradzieży samochodów, a ich łączna wartość wyniosła 27,5 mln zł. Na dodatek liczba kradzieży aut spada. O ile w 2000 r. policja wszczęła ponad 70 tys. postępowań przygotowawczych w sprawach kradzieży aut, to w 2011 r. – już tylko 16,3 tys.

Znacznie bardziej kosztowne dla firm są stłuczki i wypadki. A tych najwięcej zdarza się właśnie w dużych miastach. W sumie w ramach likwidacji szkód z polis OC i AC, ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym w ubiegłym roku blisko 9,2 mld zł. W tej kwocie znalazły się też odszkodowania za ukradzione auta. Ze składek zebrały zaś 14,4 mld zł.

Toyotami jeżdżą kierowcy firm, którzy nie dbają o samochody