Gminy Miłki i Giżycko leżą w centrum Mazur, gdzie lokalne drogi są wąskie i kręte. "Mimo to wielu kierowców łamie przepisy o ruchu drogowym, jeżdżą dużo za szybko, wręcz piratują. Dlatego kierując się względami bezpieczeństwa, zdecydowaliśmy się na samorządowy fotoradar" - powiedział wójt gminy Giżycko Andrzej Sieroński.

Wójt podał przykład z minionej soboty, gdy w miejscowości Pieczonki fotoradar zarejestrował kierowcę jadącego z prędkością 120 km na godzinę - ograniczenie wynosiło tam do 40 km na godz..

Wójt Miłek Stanisław Wąsiakowski powiedział, że fotoradar w jego gminie wykonuje nawet sto zdjęć dziennie. Przyznał, że latem spodziewa się jeszcze większej liczby zdjęć z fotoradaru.

"Nie od dziś wiadomo, że turyści nie zawsze patrzą na znaki. Będziemy bardzo pilnować bezpieczeństwa na drogach, zwłaszcza podczas tzw. zmiany turnusów, gdy na tężenie ruchu jest szczególnie duże" - przyznał Wąsiakowski.

Fotoradary w obu mazurskich gminach obsługuje miejscowa straż gminna - w porozumieniu z zewnętrzną firmą, która wygrała przetarg. Pieniędzmi z mandatów gminy dzielą się z tą firmą. Wójtowie Miłek i Giżycka przyznali, że jest zbyt wcześnie, by mówić o zarobkach samorządów związanych z pracą fotoradaru.

"Wiadomo, że te pieniądze przeznaczymy na poprawę bezpieczeństwa, np. budowę chodników. Nie chcemy na tym zarabiać" - zapewnił Sieroński. Dodał, że mieszkańcy miejscowości, w których stają fotoradary, wielokrotnie prosili policję o ich ustawienie, ale ta odmówiła, tłumacząc się brakiem funduszy. "Dlatego wyszliśmy na przeciw społecznym oczekiwaniom" - dodał Sieroński.

Odmienne zdanie na temat samorządowych fotoradarów ma komendant powiatowy policji w Giżycku inspektor Andrzej Mazurek. Jak zapewnił, w miejscach wskazywanych przez mieszkańców policja ustawia patrole drogówki wyposażone m.in. w laserowe mierniki prędkości.

"Mamy pełną obsadę w drogówce, mamy nowoczesny sprzęt, ustawiamy patrole tam, gdzie rzeczywiście jest niebezpiecznie" - zapewnił inspektor Mazurek.

Policja opiniuje gminom miejsca ustawiania fotoradarów. Komendant Mazurek zauważył, że nie zawsze włodarze gmin chcą je stawiać tam, gdzie rzeczywiście jest niebezpiecznie.

"Proszą o zgodę na fotoradar na prostej drodze pod końcem wsi, gdzie wiadomo, że kierowcy przekraczają prędkość i można narobić zdjęć. Tyle że kilkaset metrów dalej dochodzi do poważnych wypadków i jest tam niebezpiecznie, ale tam wielu kierowców prowadzi pojazd wolniej, więc tych zdjęć będzie mniej" - przyznał komendant giżyckiej policji i zapewnił, że "policja, dbając o bezpieczeństwo na drogach, nie jest za tym, aby było jak najwięcej zdjęć, tylko za stawianiem fotoradarów w miejscach realnego zagrożenia na drogach".

"Dobrze, jak gminy dbają o poziom bezpieczeństwa na swoim terenie, ale to nie może polegać na zarabianiu na kierowcach, tylko na zapewnieniu szeroko pojętego bezpieczeństwa na drogach" - zaznaczył komendant Mazurek.

Samorządowych fotoradarów na razie nie zamierzają kupować inne mazurskie gminy, np. Ryn i Mrągowo. Wiceburmistrz Węgorzewa Andrzej Lachowicz powiedział, że "nie ma woli politycznej, by tak zarabiać", a burmistrz Mrągowa Otolia Siemieniec przyznała: "Mamy w mieście dwa fotoradary, następnymi turystów nie będziemy straszyć".