Przepisy uderzą głównie w polską flotę transportową, którą Rosjanie od dawna próbują wyprzeć ze swojego rynku i tym samym przejąć całkowitą kontrolę nad handlem drogowym pomiędzy Wschodem i Zachodem.

Nowe przepisy umożliwią tamtejszym służbom kontrolnym nakładanie absurdalnie wysokich grzywien na kierowców oraz firmy wykonujące międzynarodowy przewóz towarów. Obecnie, jeśli kierowca tira nie ma odpowiedniego zezwolenia na przewóz, może otrzymać na rosyjskiej drodze grzywnę do 2,5 tys. rubli (ok. 250 zł). Od maja kara ta wzrośnie dwukrotnie – do ok. 500 zł. Przewidziano też mandaty dla osób zarządzających transportem w firmie – do 5 tys. zł, oraz dla całych przedsiębiorstw – w tym przypadku kwoty zwalają z nóg i oscylują wokół 50 tys. zł. W dodatku strona rosyjska nie jest w stanie jasno zadeklarować, że nie będzie nakładała jednocześnie trzech kar za jedno wykroczenie. Taka kumulacja przekraczałaby 55 tys. zł.

Nasze Ministerstwo Transportu ostro skrytykuje nowe regulacje przyjęte przez Rosjan. Przepisy te w dotkliwy i bezpośredni sposób mogą być zastosowane w odniesieniu do polskich przedsiębiorców wykonujących transport drogowy na terytorium Federacji Rosyjskiej – przyznaje Mikołaj Karpiński, rzecznik MT. Zapewnia przy tym, że resort już przygotowuje pismo do swojego rosyjskiego odpowiednika, w którym chce zaprotestować przeciwko rażąco wysokim i nieproporcjonalnym karom w stosunku do przewoźników zagranicznych. Poza tym rząd zainteresuje sprawą międzynarodowe gremia, takie jak ITF, ONZ, Komisję Europejską oraz Radę Europy – zapewnia Karpiński.

Jeszcze ostrzej o nowych rosyjskich przepisach wypowiadają się sami transportowcy. Ich zdaniem to kolejny krok Rosjan w celu wyparcia polskich firm z tamtejszego rynku. Za wschodnią granicę regularnie jeździ 10 – 12 tys. polskich ciężarówek. Rosjanie łamią postanowienia umowy dwustronnej, którą sami podpisali z Polską – uważa Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Zgodnie z tym porozumieniem polscy i rosyjscy kierowcy mają do dyspozycji pulę 150 tys. jednorazowych zezwoleń na przewóz towarów pomiędzy obydwoma krajami. Jednak, jak tłumaczą przewoźnicy, Rosjanie często zwracają uwagę nie na miejsce załadunku towaru (mieszczące się w Polsce), ale na kraj jego pochodzenia. Znany jest przypadek kierowcy, który wiózł z Polski do Rosji produkty międzynarodowej firmy Procter & Gamble. Rosjanie stwierdzili, że nie może tego zrobić na podstawie polsko-rosyjskiej umowy dwustronnej, bo towar pochodzi z kraju trzeciego. Wystawili kierowcy mandat i zawrócili go do Polski. Podobne problemy są nawet z przewozem bananów, które pochodzą z ciepłych krajów, choć zostały załadowane w polskim porcie.