Importer Jaguara i Land Rovera jako jeden z ostatnich wprowadził nowy cennik, który daje klientom gwarancję ceny od złożenia zamówienia do odbioru samochodu. Dotychczas cena zakupu samochodu była uzależniona od kursu euro, bo transakcja była rozliczana ostatecznie w dniu dostawy. Klient mógł zyskać, gdy kurs złotego się wzmacniał, ale tracił, gdy waluta słabła. Zawsze jednak ponosił ryzyko.

Teraz sytuacja się zmieniła. – Przy tworzeniu cennika złotowego zastosowaliśmy niższy przelicznik euro niż obowiązujący na rynku. W efekcie ceny jaguarów i land roverów spadły nawet o 8 proc. – tłumaczy Dariusz Wawrzynów, dyrektor handlowy JLR Polska.

To dobra informacja dla rynku. – Nawet dla zamożnych klientów wahnięcie kursu o procent może mieć spore znacznie. Do tego na szybkie ustabilizowanie się kursu złotego nie można liczyć – mówi Łukasz Gębski, szef internetowego domu sprzedaży samochodów Autosalon24.pl.

Eksperci nie chcą jednoznacznie powiedzieć, czy i w jakim stopniu decyzja JLR znajdzie przełożenie na wyniki sprzedaży. Gębski przypomina, że jaguary czy land rovery kupuje się nie ze względu na cenę, ale z miłości.

Według serwisu Carmarket.com.pl od stycznia do końca października 2011 r. zarejestrowano w Polsce 133 jaguary i 498 land roverów. W tym czasie Audi sprzedało 3,2 tys. samochodów, BMW – 3,7 tys. sztuk, a Volvo aż 4,1 tys. sztuk.

U tych importerów cenniki złotowe obowiązują od lat. JLR był przedostatnim importerem, który oferował cennik w euro. Auta w tej walucie wycenia jeszcze Subaru. Przedstawiciele spółki na razie nie myślą o zmianach i zapewniają, że oferują najlepszy przelicznik z możliwych. Dziś jest to 4,2 zł za euro. Wczoraj europejska waluta kosztowała 4,52 zł.

Eksperci nie mają wątpliwości, że podawanie cen pojazdów w walucie lokalnej powinno być obowiązkiem sprzedawcy. – Zarabiamy i wydajemy w złotych, więc dlaczego nie mamy znać ceny w tej walucie? – zastanawia się Gębski. Trudno mu wyobrazić sobie Francuza czy Niemca, który kupując jaguara, cenę przeliczałby z funtów.