Spadek ten sięgnąłby 9 proc., gdyby nie sklepy monopolowe oraz z samochodami, motorami i skuterami. Liczba punktów w obu tych kategoriach wzrosła bowiem dwucyfrowo.

W przypadku sklepów z pojazdami mechanicznymi można mówić wręcz o spektakularnym wzroście. Na koniec 2010 r. działało ich według GUS 17,2 tys. To o 38 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy to sprzedażą samochodów, ciężarówek czy motorów zajmowało się 12,5 tys. placówek. Analitycy są zaskoczeni tak dynamicznym ich rozwojem.

– Z danych wynika, że w każdym województwie przybyło po 300 tego rodzaju sklepów. Aż trudno w to uwierzyć, szczególnie że sprzedaż samochodów oraz pojazdów jednośladowych pozostaje stabilna od kilku lat – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Zaskoczony jest też Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego „Samar”. Przypuszcza jednak, że wzrost na tym rynku może być zasługą rozwoju sklepów ze skuterami i quadami oraz komisów z używanymi samochodami.

Na te pierwsze zapanowała w kraju prawdziwa moda. Coraz częściej właściciele samochodów przesiadają się na jednoślady, by uniknąć korków. Poza tym z powodu stale drożejącego paliwa podróż do pracy motorem czy skuterem bywa też bardziej opłacalna.

Inną branżą idącą pod prąd jest alkoholowa. W zeszłym roku według GUS nastąpił 20 proc. wzrost liczby placówek – z 3,2 tys. do 3,8 tys.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że sprzedaż alkoholu w kraju spada. W 2010 r. zmalała o prawie 2,6 proc. do kwoty 26 mld zł. Polacy poszukują jednak nowych smaków, co nakręca koniunkturę nie tylko na specjalistyczne sklepy z winami, lecz także mocnymi alkoholami. Do tego stopnia, że niektóre sieci zdecydowały się nawet na rozwój poprzez franczyzę, bo otwarcie tego rodzaju biznesu nie wymaga już posiadania know-how.